czwartek, 4 października 2012

Nadal urodzinowo

Jak wspominałam moja córcia skończyła właśnie dwa latka i jakoś nie mogę się otrząsnąć z myśli na temat szybkościu upływu czasu itp. Jak przystało na urodzinki, oczywiście musiało się odbyć dmuchanie świeczek i śpiewanie sto lat. W ubiegłą Sobotę przyjechali wszyscy bliscy abysmy wspólnie mogli troszkę poświętować. Uwielbiam spotkania rodzinne, wspólne wspominanie, opowiadanie niezliczonych zabawnych historii. Uwielbiam kiedy mój dom żyje, kiedy jest głośno i gwarno. Tym razem furorę zrobiły opowieści moich rodziców o podóży  starym Polonezem aż pod samą granicę z Azją. Śmiechu było co niemiara! Urodzinki Majki były super słodkimi urodzinami a jak wiecie nie czuję się zbyt mocna w słodkościach więc wyzwanie było podwójne, ale zobaczcie sami. Przepisy wkrótce! Jaki przepis ma się pojawić jako pierwszy zdecydujcie sami... ;)
Pozdrawiam!

środa, 3 października 2012

2 latka !

Nie wiem od czego powinnam zacząć gdyż nie wiem jak wyrazić ten stan. Nie wiem jak ubrać w słowa szczęście, którego doświadczam. Równo dwa lata temu, o godzinie 12.55 na świat przyszła moja mała córeczka. Była rzeczywiście bardzo malutka, bo warzyła troszkę wiecej niż dwie torebki cukru ale kiedy pierwszy raz wzięłam Ją na ręcę, wiedziałam, że już nic złego w życiu mnie nie spotka, że ze wszystkim sobie poradzę, bo przecież mam przy sobie kogoś tak wyjątkowego. Uwielbiam się Jej przyglądać, zamykam oczy na sekundkę i zatrzymuje gdzieś głęboko w pamięci jej uśmiech, jej głos i dotyk. Zastanawiam się dlaczego ten czas tak szybko pędzi, dlaczego tak szybko odbiera nam tą dziecięcą niewinność i szczerość. Choć dzieciaki  w tym wieku to nieźli aktorzy to większość tych emocji jest szczera. W sekundę wali im się cały świat żeby po chwili skakać z radości z otrzymanego "pocieszyciela" w postaci słodkości czy ulubionej bajki. Żeby każdy z nas w zyciu dorosłym umiał tak skutecznie walczyć o swoje....myślę, że byli byśmy szczęśliwsi....
Dwa latka to wiek niezwykle ważny w rozwoju malucha, zaczyna mówić, komunikować się z najbliższymi, głośno wyrażać swoje potrzeby a jeszcze głośniej swój sprzeciw. Maja narazie jest dość cicha jeśli chodzi o mówienie. Rozumie wszystkie polecenia, potrafi pokazać swoje potrzeby typu picie, jedzenie. Ogólnie jest bezproblemowa, śpi od malutkiego w swoim pokoju po 12godzin, ma apetyt choć ostatnio nie chce nawet ruszyć owoców, gdy je widzi to ucieka. Jest za to typem totalnego mięsożercy. Lubi próbować nowych smaków, chce sama pić już z kubeczka czy jeść obiadek. Jest niesamowicie uparta i to niesamowite że robi się coraz bardziej podobna do jej Mamy i że już w tak malym człowieczku można doszukać się swoich cech zarówno wyglądu jak i charakteru.  Jest troszeczkę wstydliwa, lubi towarzystwo rodziców, niechętnie bawi się sama. Nie chce niestety sygnalizować swoich potrzeb związanych z toaletą. Pierwsze próby nocnikowania odbyły się już po pierwszych urodzinach, wtedy myślałam, że to za wcześnie, teraz nie wiem od czego to jeszcze zależy. Za kilka dni wybieramy się na bilans dwu-latka, powinnyśmy się jakoś specjalnie przygotować? Czy powinnam spytać o pierwszą wizytę o dentysty, może logopedy? Co powinien wykonać lekarz na tej wizycie, na co zwrócić uwagę?
Obawiam się, że Majuni brakuje kontaktu z rówieśnikami, chowana jest wyłącznie wśród dorosłych. Kiedy widzi dzieci rozsadza ją radość, biega, skacze jest podekscytowana, może warto oddać ją choć na jeden dzień w tygodniu do żłobka? Mam nadzieję, że mi coś poradzicie...



wtorek, 25 września 2012

Wspomnienie lata


Mimo tego, iż nie ma przecież jeszcze mrozów, nie zakładam jeszcze zimowej (krępującej ruchy) kurtki, już tęsknię za porankiem z kawą. Porankiem, kiedy o bosej stopie witałam dzień dotykając rześkiej rosy, która dawała energię na cały dzień.
Dziś nie mogę się zwlec z łóżka. Wyjęcie nosa poza ciepłą kołdrę wyrasta do rangi "życiowych osiągnięć". Jak wiecie mieszkam na wsi, z dala od zgiełku i hałasu. Tutaj pory roku zmieniają się inaczej, jakby wolniej. Wszystko w swym naturalnym rytmie. Powoli i dostojnie. Tylko teraz obserwuję jak czerwienią się jabłka i lada dzień będą gotowe do zbioru, jak wiewiórki skradają się pod nasze okna w poszukiwaniu zapasów na zimę...
Bywa jednak, że choć na chwilę wracam do tych najcieplejszych dni. Wtedy na myśl przychodzi mi obiad w ogrodzie. Taki ekspresowy, przecież jest bardzo gorąco i komu chciałoby się stać w kuchni...
Potrzebujemy:
2 porcje świeżej ryby ( u mnie łosoś)
3-4 gniazdka makaronu tagiatelle
szpinak (świeży lub mrożony)
1/2 opakowania sera pleśniowego (np. camembert)
łyżka masła
łyżka gęstej śmietany
główka czosnku
sok z połowy cytryny
sól, pieprz
oliwa

W osolonej wodzie gotujemy makaron wedle wskazówek podanych na opakowaniu. W tym czasie rozgrzewamy patelnię, wlewamy oliwę i dodajemy łososia, którego wsześniej rozdrabniamy na mniejsze kawałki, skrapiamy sokiem z cytryny oraz doprawiamy solą i pieprzem. W drugim naczyniu  rozgrzewamy masło i dodajemy szpinak ( w moim przypadku mrożony, rozdrobniony) doprawiamy czosnkiem, oraz dodajemy pokruszony ser. Czekamy aż ser się rozpuści a konsystencja stanie się kremowa. Możemy dodać łyżkę śmietany w razie gdyby sos był za gesty.
Makaron wykładamy na talerze, następnie szpinak i łosoś. Całość możemy udekorować startym parmezanem lub skropić oliwą. Idealne!

Już za niecały tydzień moja córeczka kończy dwa latka... To niesamowite, dzięki tej małej istotce codziennie na mojej buzi pojawia się uśmiech. Ten najszczerszy. Dzięki Niej jestem lepszą osobą.


sobota, 22 września 2012

Czas na jesienne przetwory


Urzekła mnie jej jakże optymistyczna, już jesienna barwa. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Przyznam się, że na moim stole pojawia się niezwykle rzadko. Bardzo rzadko. Ostatnio rok temu w postaci zapiekanki z kurczakiem i makaronem. Przepis równiez znajdziecie na blogu.
Dziś postanowiłam zatrzymać jej niesamowity kolor na trochę dłużej. Przyznam się Wam iż planuję w tym roku domowej roboty przetwory jako prezenty na Święta. W spiżarce gotowe stoją już dżemy truskawkowe, ogórkowe pikle, buraczki tarte, sok z  czarnego bzu, suszone pomidory (ale o nich wkrótce...) Dziś do moich tegorocznych zbiorów dołączyła marynowana w occie - dynia.
Na cztery średniej wielkości słoiki potrzebujemy:
1kg dyni
1/2l wody
1/2 szklanki octu (10%)
kilka ziarenek pieprzu
kilka ziarenek goździków
kawałeczek kory cynamonu
30dag cukru

Przygotowanie:
Dynię myjemy, osuszamy, obieramy ze skórki i kroimy w kosteczkę ( ok 1-2cm).
Do garnka wlewamy wodę i resztę skladników na syrop, podgrzewamy. Dodajemy pokrojoną dynię. Gotujemy na wolnym ogniu aż lekko się zeszkli. Jednak powinna zostać jędrna, leciutko twardawa. Całośc zajmuje ok. 17min. W tym czasie przygotowujemy sobie słoiki. Myjemy i wyparzamy. Po tym czasie zlewamy syrop do drugiego garnka. Dynię (bez goździków, pieprzu i cynamonu) przekładamy do gorących, suchych słoików. Syrop doprowadzamy do wrzenia i zalewamy dynię ( tak aby była przykryta). Szybko zamykamy słoiki i iodstawiamy do góry dnem do wystygnięcia.
Zachęcam Was do dekorowania stoików. Wystarczy kawałek materiału i wstążeczki. Proponuję również opisać swoje przetwory, warto napisać na nim oczywiście zawartość ale i rok produkcji.
Jak widzicie na zdjęciach, kupiłam dynię w całości, została mi jeszcze druga połówka. Tak jak pisałam pojawia się u mnie rzadko, ciężko mi przekonać do niej mojego męża. Poratujcie dobrym i sprawdzonym pomysłem ;)

czwartek, 20 września 2012

Malinowe cupkejki ;)



Juz dawno się do nich przymierzałam. Nie raz, nie dwa pisałam Wam, że nie jestem zbyt dobra w słodkich wypiekach. Do momentu wsadzenia ciasta/babeczek/ciasteczek do piekarnika wydaje mi się, że sa idealne i napewno tym razem będą wyśmienite. Jakiś czas temu natknęłam się na dość prosty przepis czekoladowych muffinek. Nadszedł więc na nie czas.
Potrzebujemy:
1,5 szklanki mąki pszennej
1/3 szklanki cukru (najlepiej brązowego)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1,5 łyżki kakao
łyżka masła
1 jajko
1/5 szklanki oliwy z oliwek
2/3 szklanki mleka
3/4 szklanki malin + kilka do dekoracji
200ml śmietanki kremówki (mocno schłodzonej)


Nagrzewamy piekarnik do 180stopni. W tym czasie w jednej misce zmieszać wszytskie suche składniki, w drugiej zaś mokre. Następnie połączyć wszytsko ze sobą. Ciatso nakładać do foremek po jednej łyżce stołowej, dodać po 2 malinki (dzieki temu ciasto będzie wilgotne w środku) i przykryć kolejną łyżką masy.
Piec w piekarniku (najlepiej z termoobiegiem) do zrumienienia, ok 18-20min.
W czasie kiedy babeczki się pieką możemy przygotować sos malinowy. Do rondelka wkłądamy łyżkę masła, kiedy się stopi dodajemy garść malin i troszkę cukru ( zależy jak słodki chcemy uzyskać krem). Kiedy maliny się podgrzeją a cukier rozpuści, możemy je troszkę rozdrobnić. Kiedy ostygną przecedzamy przez siteczko lub gazę (aby pozbyć się tych małych pesteczek). Otrzymany sos odstawiamy.  Pestki wyrzycamy (chyba, że lubicie więc można zostawić np. dodając do jogurtu naturalnego z odrobiną otrąb- idealne na śniadanie!).


Kiedy babeczki dobrze wystygną możemy nałożyć krem.
Do miski wlewamy śmietankę i na najwyższych obrotach miksera ubiajmy na sztywno. Kiedy będzie gotowa, delikatnie i powoli dodajemy otrzymany sos malinowy. Mieszamy bardzo delikatnie. Przygotowany krem nakładamy do rękawa/szprycy i dekorujemy ostudzone babeczki. Można dodać jeszcze całą malinę i listek mięty.
Babeczki przechowujemy w lodówce lecz przed podaniem warto wyjąć je na 20 min z lodówki, krem będzie delikatniejszy.
Smacznego!


Wszystkiego dobrego ;)

środa, 19 września 2012

Odwieczny problem!

Witajcie,
Nie wiem jak u Was, ale u mnie sprzątanie, genaralne porządki to temat do wielkiej rodzinnej sprzeczki. Utrzymanie porządku z małym dzieckiem, dwoma kotami, ogromnym psem i dużym dzieckiem (czyt. mężem) przy ciągłym wychodzeniu na ogród i wnoszeniu go do domu, graniczy z cudem. Kiedy pogoda dopisuje, drzwi naszego domku są ciąge otwarte. Wszyscy domownicy, pracownicy i zwierzaki kręcą się przez cały dzień. Możecie wyobrazić sobie co dzieje się na podłodze. Moglabym przez cały dzień biegać ze szmatką i odkurzaczem. Mąż przyniesie drewno do kominka, Maja kwiatki z ogrodu (niekiedy z korzeniami) a zdarza się, że i koty przyniosą jakąś "cenną" zdobycz ( niekiedy już martwą). Oczywiście nie wybielam się, sama też chodzę w butach ;) Powiecie szkoda życia. Zgadzam się, ale...
Perfekcyjną Panią Domu nie jestem i chyba już nie będę. Przychodzi jednak taki dzień w tygodniu, że wstaje rano ( w bojowym nastroju), w głowie tyb - sprzątanie, i to generalne. I wtedy nic juz mnie nie powstrzyma. Dziś bagatela poświeciłam na to ok pięć godzin a to i tak wciąż mało, przydałoby się jeszcze umyć okna. Na szczęście wymówką jest dziś pogoda i padający deszcz. W końcu wstawiam wodę na kawę, siadam wygodnie w swoim ulubionym wiklinowym fotelu. Popijam ciepłą kawę. Jest cicho i spokojne. Maja śpi, więc narazie wszytsko jest na swoim miejscu... choć przez chwilę.

Ps. Juz niedługo przepis na domowe muffiny z malinami. Zapraszam

Dobrego popołudnia!


niedziela, 16 września 2012

Trudy planowania

Witajcie!
Już za dwa tygodnie moja mała Księżniczka skończy 2 latka, nie ma co ukrywać, że to dla nas wyjątkowo wazne wydarzenie. Najważniejsze w roku.
Rok temu, kiedy Majutka kończyła swój pierwszy roczek, była mało świadoma swojego urodzinowego przyjęcia, niezbyt cieszyła się z natłoku ludzi  i zbyt wielkiego zainteresowania się Jej osobą.
Myślę, że w tym roku będzie lepiej, gdyż jest to już świadoma i mądra dziewczynka. Nie mogę się doczekać jej urodzin, chciałabym aby było to wyjątkowe przyjęcie również pod względem organizacyjnym i dekoracyjnym.
Popatrzcie co udało mi się znaleść w sieci. Jest tyle pięknych inspiracji, zupełnie nie wiem w którą stronę iść...
Jak kinder bale wyglądają u Was, co serwujecie dobrego do jedzenia, czym zaskakujesie swoich gości?
Pozdrawiam!







czwartek, 13 września 2012

Jesiennie postanowienia

Skończyly się wakacje a co za tym idzie sezon mojej pracy (tej cięższej), teraz powinno być troszkę luźniej jednak nie oznacza to totalnego lenistwa. Śluby jesienią też się odbywają przecież. I są równie piękne!
Znów jest mi wstyd, że nie piszę, że nie mam czasu ale moja prawie dorastająca już przecież córka wymaga tyle uwagi, mój mąż jest wiecznie głodny, w domu non stop bałagan, ludzie chcą się pobierać a ogród mi zarasta.... ehh.
Mając chwilkę dla siebie w ciągu dnia robię kawę, otwieram gazetę, książkę i przeglądam, czytam... wertuje, nie mam weny na danie Wam czegoś od siebie.
Niedawno odkryłam szybki i prosty sposób komunikacji z Wami - Facebookowy profil Ugotowanej Mamy, na który serdecznie Was zapraszam.
Wraz z nadejściem jesieni obiecuję poprawę!

piątek, 24 sierpnia 2012

Sygnał wysyłany w kosmos...

"Siedząc tu i czekając na jakiś cud
Patrząc, jak ucieka cały Twój trud...

Gubimy miejsca
Odnajdujemy ludzi co krok
Budzi się mrok
Opada na mój blok i Twój blok
To dla miasta, tak rodzi się noc i widzę Nas tam
Niejedna gwiazda szukała tu swojego gniazda
I zgasła
Tu każdy żyje, by żyć
Ale o sobie już nie wiemy prawie w ogóle nic
Kolejny mit, puste słowo i krzyk, zamknięte okno
Na końcu i na początku jest samotność

Nie obchodzi mnie cały świat i to, że jest gdzieś obok
Kolejny dzień nie chce mi się nawet ruszyć głową
Spomiędzy nas płynie sygnał wysyłany w kosmos..."

piątek, 27 lipca 2012

Szybka imieninowa kolacja


Kiedy nie ma zbyt wiele czasu na gotowanie z pomocą przychodzi moja ukochana Włoska Książka kucharska. Dziś, gdy na dworzu jest tak gorąco i nie ma siły na obfite jedzenie o i co najważniejsze chęci na długie stanie nad kuchnią, polecam fantastyczny makaron oraz bruschettę. 

Do przygotowania bruschetty potrzebujemy:
2 pszenne ciabaty lub zwykłe bułki
2 ząbki czosnku
świeże zioła (tymianek, bazylia, oregano)
3 malinowe pomidory ( najlepiej obrane ze skórki)
sól, pieprz
garść świeżo startego Grana Padano
oliwa z oliwek dobrej jakości


Pieczywo kroimy w cienie kromeczki, skrapiamy oliwą i wstawiamy na 3-4 min do nagrzanego piekarnika (ok 180 stopni) i czekamy aż się lekko zarumienią. W tym czasie pomidory kroimy w małą kosteczkę, doprawiamy do smaku solą pieprzem oraz świeżymi ziołami. Jeszcze gorące kromeczki pieczywa nacieramy czosnkiem i nakładamy farsz pomidorowy. Całość posypujemy świeżo startym serem oraz skramiamy lekko oliwą. Podajemy jeszcze ciepłe. 
Dodatkowo polecam szybki makaron (koniecznie al dente!) z gotowym pesto ( u mnie pesto z grillowanej czerownej  papryki z dodatkiem chilli) oraz dużą ilością świeżego Grana Padano. Do tego koniecznie butelka schłodzonego Prosecco. Tak dziś wygląda moja imieninowa kolacja ;)




sobota, 21 lipca 2012

Mur stoi dalej jak stał

W przypływie codziennych smutków jakie dostarczają sobie z pozoru kochający się ludzie:

On nie rozumie, nawet nie stara się zrozumieć
I tak sobie żyją, tak jak gdyby z dnia na dzień,
z pozoru, pozornie wszyscy są uśmiechnięci,
wręcz zadowoleni.
On nie wie co powiedzieć swojej kobiecie,
ona nie umie powiedzieć swojemu mężczyźnie
On nie umie jej pocieszyć, ona rozweselić
On się cofa, ona nie idzie naprzód
Więc jak ich drogi mają się zbiec?
To technicznie niemożliwe...
Tak wiele ich łączy a tak wiele dzieli,
Ile trzeba być ze sobą, ile poranków przywitać
by móc stwierdzić, że się kogoś zna?
Czy to w ogóle jest możliwe?

Z pozoru piękne chwile,w  sekundę
potrafią przeobrazić się w te, których wolelibyśmy nigdy nie przeżywać
Bolą
Mur stoi dalej jak stał.
Dobranoc

Włoskie Affogato



Affogato czyli włoska kawa na bazie lodów... U mnie troszeczke urozmaicona, z dodatkiem wiśni, pokruszonych herbatników i .. sami zobaczcie!

Potrzebujemy:
espresso
3-4 lyżeczki brązowego cukru
5 herbatników
czeremcha amerykańska ( ja dałam garść wydrylowanych wiśni)
5 kostek gorzkiej czekolady (dobrej jakości, minimum 70% kakao)
lody waniliowe ( dobrej jakości, polecam Haagen-Dazs Vanilla- najlepsze lody na świecie! )

Na dnie filiżanki układamy pokruszone herbatniki i posypujemy wiórkami startej czekolady. Część czekolady zostawiamy do posypania na koniec. Wkładamy kilka owoców i na to układamy kulkę lodów. Nie żałujcie, niech to będzie spora kula ;) Całość zalewamy espresso (moze być tez mocna rozpuszczalna kawa z cukrem) aż do połowy przykryje lody. Całość posypujemy resztą czekolady. I gotowe. Szybki, wyrafinowany deser. Smacznego!

piątek, 20 lipca 2012

Zapiekanka ziemniaczna według Jamiego


Zgodnie z wczorajszą obietnicą, przesyłam Wam przepis na zapiekankę z ziemniakami, która idealnie współgra z kurczakiem w musztardzie ( poprzedni wpis)

Potrzebujemy:
1 czerwona cebula
1kg ziemniaków
1 gałka muszkatołowa ( ja dałam suszoną - płaską łyżeczkę)
2 ząbki czosnku
1 pojemniczek śmietany 12%
4 anchois w oliwie
parmezan
2 listki laurowe
kilka gałązek świeżego tymianku
pieprz, sół
oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia

Zaczynamy od obrania cebuli, kroimy ją wzdłuż i następnie na półtalarki. Nieobrane ziemniaki myjemy i kroimy na cieniutkie talarki i wszytsko przekładamy do wiekszej brytfanki. Doprawiamy solą i pieprzem. Zetrzyj na to ok 1/4 gałki, wyciśnij czosnek i wlej 225ml śmietany, dodaj porwane anchois, dużą garść tartego parmezanu, listki laurowe oraz tymianek. Dobrze skrop oliwą i wymieszaj wszytsko czystymi rękami. Postaw brytfankę na średnim ogniu, wlej ok 200ml wrzatku, ściśle przykryj folią aluminiową i zostaw na ogniu. Po chwili potrząśnij wszytsko aby nie przywarło.
Po kilku minutach zdjemij folię, posyp całość tartym parmezanem. Pozostałe gałązki tymianku skrop oliwą i rozrzuć je po wierzchu zapiekanki. Całość włóż do nagrzanego piekarnika ( na górną półkę) na ok 15-17 min, aż się lekko przyrumieni.
Postaw zapieknkę w całości na stole, nakładajcie i smakujcie!

Dużo dobrej pogody, chwil w rodzinnym gronie na ten weekend!
Natka

czwartek, 19 lipca 2012

30 minut Natalii


Zainspirowana moim nowym prezentem ( książką Jamiego Oliwiera), którego programy oglądam od dawna postanowiłam wykonać jeden z przepisów, a mianowicie:
Zestaw: kurczak w musztardzie, zapiekanka ziemniaczana i affogato. 
Przyznam się szczerze iż do tego zestawu była jeszcze sałatka ze świeżej botwinki, niestety nie udało mi się jej dostać w pobliskim sklepie. Wedlug Jamiego ten cały zestaw powiniem zająć nie więcej niż 30 min. Niestety jak jest to niemożliwe, zdecydowanie zajmuje więcej czasu, szczególnie że przepisy są lekko chaotyczne. Łącznie te 3 przepisy zajęły  mi ok 45 min.
Zacznijmy od kurczaka w musztardzie (porcja dla 2 osób)

Potrzebujemy:
jedna podwójna pierś z kurczaka
2łyżki gorczycy w proszku
śmietana 12%
2 ząbki czosnku
por ( jasnozielona część) 
białe wino
duża łyżka musztardy francuskiej
kilka gałązek świeżego rozmarynu (ja dałam suszony)
pieprz, sól
oliwa z oliwek 

Zerwij listki rozmarynu, drobno posiekaj i posyp nimi kurczaka. Każdą pierś posyp łyżeczką gorczycy, posól i popieprz. Skrop oliwą z oliwek i połóż na rozgrzaną patelnię również polaną oliwą. Łopatką przyciśnij pierś aby dobrze się usmazyła. Powinno to zająć ok 8-9 min na każdą ze stron.
Oczyść pod wodą pory, przetnij je wzdłuż i porkój na cieniutkie plasterki i połóż na patelni obok kurczaka. Posmaż wszytsko ok 3-4 min, następnie dodaj nieobrane ząbki czosnku, wymieszaj pory i dolej troszkę wina. Smaż wszytsko ok 4 min, następnie upewnij się, że kurczak jest dobrze usmażony (równiez w środku). Wlej na patelnię dwie duże łyżki śmietany, zamieszaj. Całość przykryj folią aluminiową, skręć ogień. Po kilku minutach wyłącz palnik a pierśi przełuż na deskę i pokrój na nieregularne kawałki. Wmieszaj do sosu na patelnię czubatą łyżkę musztardy ( dobrej jakości), posmakuj i ewentualnie dopraw do smaku. Sos przełóż łyżką na półmisek i ułóż kawałki kurczkaka. Skrop oliwą i postaw na stole. 


Ogólnie, po pierwszym zapoznaniu się z książką Jamiego, muszę stwierdzić, iż rzeczywiście potrawy są smaczne, łączą się ciekawymi smakami i aromatami. Osobiście lubie Go za lekkie niechlujstwo i roztrzepanie. Podoba mi się, że potrawy podzielone są na gotowe, sprawdzone zestawy ( to rzeczywiscie bardzo ułatwia, nie ma problemu z deserem a nawet napojem do danej potrawy). Wszytsko sprawia wrażenie bardzo przemyślanego.
Wraz z mężem prowadzimy w domu nasz wewnętrzy system oceniania różnych potraw, dzieki czemu wiemy co nam smakowało bardziej a co mniej, do czego chętniej wracamy itd. Dzisiejszy zestaw został oceniony (w skali 0-10) na dość wysokie (naszym podniebieniem) 6,5!
Jutro przedstawię Wam resztę przepisów z tego zestawu. 
Serdecznie zapraszam!
Natka 

wtorek, 17 lipca 2012

magiczny Schabby...

Ostatnich kilka wieczorów poświęciłam na szperanie w sieci. Poszukuję inspiracji na nową aranżację domu. Od dawna wiedziałam mniej więcej co mi się podoba i jaką tonację kolorystyczną powinnam wybrać. Marzy mi się białe wnętrze z romantycznymi dodatkami. Chcę aby mój nowy dom był niesamowicie ciepły, przytulny.... taki w którym chce się przebywać, taki w którym moja rodzina będzie czuła się wyjątkowo dobrze. 
Stylem, który przemawia do mnie najbardziej jest tzw. Schabby Chic, styl prowansji... niekiedy skandynawski. Wiem, rozpiętość jest spora ale postaram się połączyć wszystkie te ulubione. Nigdy wcześniej dekoratorstwo wnętrz nie pochłonęło mnie aż tak bardzo ale miejsce w którym obecnie mieszkam zdecydowanie do tego sprzyja. Mały drewniany domek z pięknym ogrodem, kilka sekund od jeziora. Już wiele razy Wam pisałam o tym jak rano mogę wyjść prosto z sypialni na ogród. Czuję się tutaj nadzwyczaj dobrze. Myślałam sobie, że taki mieszczuch jak ja nie odnajdzie się na wsi, a jednak pomyliłam się. Człowiekowi, do szczęscia potrzeba przecież tak niewiele. Mam więcej czasu dla małej, mogę pokazać Jej rzeczy jakich w mieście nie miałaby okazji zobaczyć. Widzę jak obcuje z przyrodą, jak dostrzega kwiaty, jak szaleje ze zwierzakami a kiedy tylko wychodzi słoneczko, biega po ogrodzie (bywa, że nawet na boso!). Widzę, że ona też jest tutaj szczęśliwa.
Podczas szperania w sieci natknęłam się na niesamowite stylizacje, które po prostu muszę Wam pokazać. 








Wszystkie zdjęcia pochodzą z sieci (wyszukuwarka google)

niedziela, 15 lipca 2012

Magiczne 29

Cichutko z samego rana...
JA: sto lat, sto lat, niech żyje żyje nam..
ON: O Boże, za pół roku, rocznikowo będę miał 30 lat. Idę spać...
Tak zaczęliśmy dzisiejsze świetowanie urodzin mojego męża. Przyznaję, później poszło juz trochę lepiej. Były słodkie naleśniki do łóżka, uroczysty obiad w gronie najbliższych, dużo pozytywnych emocji.
Kochanie, życzę Ci wszytskiego najlepszego, dla mnie zawsze będziesz młodym ( niespełna 30letnim) przystojniakiem!
Już niedługo przepisy na ciekawe urodzinowe dania m.in pyszny schab oraz świeże letnie sałatki!

środa, 11 lipca 2012

Coffee Time !



Zapach świeżo parzonej kawy pobudza mnie do działania. W tak upalne dni nie ma nic lepszego niż mrożona kawa z gałką lodów waniliowych. Pycha!

Potrzebujemy:
2 łyżeczki ulubionej kawy rozpuszczalnej
2 łyżeczki cukru brązowego
mleczko (najlepiej skondensowane 7,5%)
gałka lodów waniliowych
czekolada do posypania
2-3 kostki lodu

Kilkanaście minut wcześniej wkładamy wysoką szklankę do zamrażalnika. Zaparzamy małą kawę. Musi być dość mocna, dosładzamy do smaku, wlewamy mleczko. Wszystko przygotowujemy wedle uznania, wedle swoich upodobań. Dodajemy kostki lodu  ( najlepiej pokruszonych) oraz gałkę lodów. Wszystko posypujemy czekoladą. Zamiast tego możemy wcześniej zmrożoną szklankę polać sosem czekoladowym. Kawa najlepiej smakuje podczas leniuchowania na leżaku wraz z ulubioną książką!


wtorek, 10 lipca 2012

Bunt dwulatka. Prawda czy fałsz?

Już chyba drugi raz siadam do komputera, nosząc się z zamiarem napisania nowego posta. I nic! Kompletny brak weny. Z jednej strony totalna pustka, z drugiej zaś natłok myśli i wrażeń. Od kiedy mieszkamy na wsi mam więcej czasu na własne przemyślenia, wciąż zastanawiam się dokąd zmierzam, gdzie jest moje miejsce na ziemi i czym powinnam się zająć w niedalekiej przyszłości. Nurtują mnie kwestie moralne, finansowe oraz problemy natury wychowawczej. Moja córeczka wkracza w znienawidzony przez rodziców tzw bunt dwulatka. Być może jest to tylko wytłumaczenie dla nas dorosłych błędów wychowawczych, zbyt duża pobłażliwość... a może rzeczywiście coś w tym jest. Maja przekonała się o własnej jedności i niezależności, ma swoje zdanie. To niekiedy bardzo utrudnia naszą współpracę ;) Obawiam się, że wszystko potęgują geny. Niestety oboje jesteśmy silnymi charakterami, mamy swoje zasady i zdanie, nie ulegamy kompromisom. Majunia jest absolutnie podobna zarówno do mnie jak i do Taty, ma podobne nawyki, podobnie reaguje na pewne kwestie no i ma ten sam gust jeśli chodzi o smak potraw. Mimo iż nie ma nawet dwóch lat, tak jak rodzice uwielbia włoską kuchnię, makaron z sosem pomidorowym to coś co mogłaby jeść codziennie. To jednocześnie piękne i zaskakujące wrażenie, widzieć gdy jest na świecie ktoś, kto ma Twoje geny, ktoś kto bezgranicznie Ci ufa i jest zawsze obok Ciebie. Bycie Mamą to najcudowniejsze doświadczenie. To ciężka praca, bez lukru i słodzenia. To masa wyrzeczeń i poświęceń. Z drugiej zaś strony to niekończąca się wiara w drugiego człowieka, to uśmiech co rano, to najszczersza miłość, i te piękne słowa tuż o poranku gdy wejdę do jej pokoju - Mama!
Dzisiejszy poranek wykorzystałam na sprzątanie kuchni, już od dawna nosiłam się z zamiarem zrobienia gruntownego porządku w kuchennych szafkach oraz spiżarce. Przejrzałam wszystkie przyprawy, słoiki, puszki i ich daty przydatności do spożycia. Zalecam Wam raz na jakiś czas zrobienie takich porządków, zdziwiłam się dziś ile rzeczy jest już nie zdatnych do spożycia, codziennie robie zakupy nie zastanawiając się co kryje moja spiżarka, proponuje posortować je datami. Okazało się, że nazbierałam całkiem niezłą kolekcję przypraw, dodatków z których zupełnie nie korzystam, a to błąd! Czas to zmienić, więc zabieram się za gotowanie w mojej świeżo posprzątanej i pachnącej kuchni! ;)
Pozdrawiam!


piątek, 6 lipca 2012

Czasem słońce czasem deszcz...

Życie na wsi toczy się własnym torem. Jest cicho i spokojnie. Mimo iż mamy znacznie więcej obowiązków, nagle potrafimy znaleść chwilę dla siebie. Dzisiejszy spokój został naruszony, gdy o 4 rano zbudziła nas przeraźliwa ulewa, której towarzyszyła burza z piorunami. Nie ukrywam, że było groźnie. Ale kiedy budzisz się rano, za oknem leje deszcz i wiesz, że nie musisz wstawać, nie musisz się  nigdzie spieszyć, że masz przy sobie najbliższą osobę w której ramiona wtapiasz się- nawet burza nie jest w stanie popsuć Ci humoru. Kilka godzin później pogoda zmienia sie o 180 stopni. Nagle niebo się rozchmurzyło, w przeciagu kilkunastu minut wyszło tak długo oczekiwane słońce. Akurat Maja miała poobiednią drzemkę, szybciutko przebrałam się w kostium kąpielowy, zrobiłam mrożoną kawę... Ostatni nawał obowiązków sprawił, iż nie miałam kiedy przejrzeć moich ulubionych magazynów wnętrzarskich oraz tych z kulinarnymi inspiracjami. Dzisiejsze popołudnie spędziłam na słodkim lenistwie na leżaczku. Tego było mi trzeba! W życiu tak jak i w pogodzie również - czasem słońce, czasem deszcz. Czasami, kiedy coś kiepsko się zaczyna, kiedy nie masz ochoty wstać z łóżka, wiedz, że po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój...
Dużo spokoju na ten Weekend!
Natka ;-) 


czwartek, 5 lipca 2012

Babcina tradycja


Od kiedy pamietam Babcia i Mama zawsze robiły domowe przetwory. Owoce, warzywa, soki, kompoty, pikle... Kiedy lato dobiegało końca, nasza domowa spiżarka zapełniała się w bardzo szybkim tempie. Zawsze zawstanawiałam się po co to?! Kto to wszytsko zje!?
Zimą, kiedy brakuje świezych owoców i warzyw sprawdzają się wyśmienicie. Moim topowym połączeniem są dżemy, konfitury z naleśnikiem lub drożdzowymi racuchami. Powoli zbliża się koniec naszych, kaszubskich truskawek. Po raz pierwszy (samodzielnie!) postanowiłam zatrzymać trochę ciepłetgo letniego słońca w słoiki. Nie mogłam się powstrzymać aby spróbować  je zaraz po zrobieniu. Ledwo co przelane do słoika, jeszcze ciepłe. Najlepiej smakują z pełnoziarnistymi naleśnikami!