środa, 13 czerwca 2012

Tajemniczy ogród



Narazie jest dla mnie nieodkryty. Ostatnie dni spędzam w ogrodzie, piele, porządkuję, napawam oczy pięknymi kolorami. Praca, choć ciężka i żmudna, napawa wielką radością, gdy widzę jak po kilku godzinach jak z zza zielonego zielska wyłaniają się coraz to ciekawsze okazy, kolory no i te zapachy. Najwięcej jest piwoni. Moich ulubionych. Reszty nazw  nie znam (jeszcze!) lub nie pamiętam. Proszę, poradzcie początkującej ogrodniczce, co mogę jeszcze posadzić, co się sprawdza w ogrodzie i co wygląda najpiękniej. Mam na myśli kolor! Zdąrzę jeszcze posadzić jakieś warzywa?? Marzą mi się swoje marchewki, koperek... pomidory. Posiałam dziś również zioła - majeranek, oregano i tymianek. Oprócz tego mam melisę cytrynową ( jest wspaniała do herbaty). Niesamowicie wycisza przed snem. Jest mięta, szałwia... Jest cudownie, zielono i pachnąco. Zioła rosną tuż za oknem sypialni, więc kiedy rano się budzę, otwieram szeroko okno... wącham i łapie inspiracje co dobrego będzie dziś na obiad. Powoli na Kaszubach zaczynają się zbiory truskawek. Kilkaset metrów jest ogromne pole, gdzie od świtu do nocy kobiety zbierają cudne, pachnące owoce. Apropo truskawek, moje w ogrodzie są jeszcze zielone. Czekam na nie z wytęsknieniem. Jest też agrest za którym osobiście nie przepadam, są maliny i porzeczki. Grusze i jabłonie. Mała również czuje się tutaj bardzo dobrze, cały dzień na świeżym powietrzu, jest radosna i uśmiechnięta! I tak mogłabym wymieniać i wymieniać pozytywy mieszkania na wsi. Może to jest właśnie moje miejsce na ziemi??




 

niedziela, 10 czerwca 2012


Wylałam nad nią morze a może nawet i ocean łez. Znienawidzona w dzieciństwie. Gdy byłam małą dziewczynką, mama straszyła mnie, że zrobi botwinkę albo szczawiową.... W cyk sekunde byłam jak aniołek.  Dziś, czekam na nią z utęsknieniem i kiedy tylko wypatrzę ją na bazarku, kupuję kilka pęczków. Mowa oczywiście o botwince, obecnie jednej z moich ulubonych letnich zup. Zachwyca nie tylko smakiem ale i wspaniałym różowym odcieniem. Napawa optymizmem. Jest lekka, można ją jeść zarówno na ciepło jak i na zimno.
Zawiera dużo witamin, żelaza i wapnia. Zupa z botwinki pobudza apetyt, odkwasza i odtruwa organizm. Według naukowców zielone liście zawierają substancje o działaniu podobnym do estrogenów, czyli hormonów młodości, piękna i seksu. Chyba więc warto spróbować. Nierozumiem tylko dlaczego tak tego nie tłumaczyła mama? Może szybciej przekonałabym się do tej zupy ;)



Potrzebujemy:
1 pęczek świeżej botwinki
1 pęczek młodej włoszczyzny
2 mniejsze młode ziemniaczki
kosteczka na zupę ( ja dałam 1 większe udko)
3 łyżki kwaśnej śmietany 18%
2-3 łyżki soku z cytryny
kilka ziarenek ziela angielskiego
jeden listek laurowy
sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:
Do garnka z zimną wodą wkładamy umyte mięso, dorzucamy listek laurowy i ziele angielskie. Na wolnym ogniu podgotowujemy mięso. W tym czasie obieramy naszą włoszczyznę i kroimy w drobną kosteczkę. Myjemy liście botwiny. Kroimy młode buraczki w nieco większą kostkę, całe liście w cieniutkie paseczki. Kiedy mięso nam się ugotuje, należy je odszumować. Dodajemy włoszczyznę, ziemniaczki i młode buraczki. Po kilku minutach dokładamy liście. Całość gotujemy na małym ogniu do miękkości wszystkich warzyw (ok. 10 min.). Doprawiamy solą i pieprzem, jeśli straci nam kolor możemy dodać kilka kropli soku z cytryny. Dodajemy śmietankę. I gotowe!!


sobota, 9 czerwca 2012

Sielsko...

Jakiś czas temu pisałam Wam, że planujemy przeprowadzkę a raczej wyprowadzkę na wieś. Długo nie pisałam więc możecie się domyślić, że moja prawie miesięczna tułaczka w kartonach i walizkach dobiegła końca.
Dziś siedzę a raczej leżę w mojej nowej sypialni. Do tej pory widziałam beton, teraz widzę zieleń, mnóstwo kwiatów, słyszę śpiew ptaków a żeby tego było mało widzę jezioro, które kryje w sobie jakąś magię i tajemnice. Mam  nadzieję ją wkrótce poznać.
Wszystko mnie dziwi, wszystko mnie podnieca. Każda roślinka, każde małe stworzonko jakie spotykam w ogrodzie. Dziwnym zbiegiem okoliczności nagle przestałam się bać owadów i innych dziwnych stworzeń. Nawet wyszuszona żaba znaleziona w ogrodzie nie wzbudza sensacji! Cieszy mnie wszystko wokół mnie. Rozum podpowiada, narazie bardzo cichutko, że to jest wymarzone miejsce na ziemi. Serce jeszcze troszkę tęskni za miastem. Myślę, że szybko zapomni.
Duże okna z sypialni wychodzą wprost na ogród. Rano czuję zimną rosę pod stopami, kawa smakuje tam o wiele lepiej. Gdy tylko wychodzę uderza zapach świeżych ziół. Jest tymianek, bazylia, mięta, szałwia.... i jestem pobudzona. Tak na cały dzień. Świeże powietrze wysysa ze mnie bardzo wiele więc ok godziny 21 po wieczornym spacerze i kąpieli w lodowatym jeszcze jeziorze zasypiam jak aniołek. Dobranoc i Wam

Dłuższa fotorelacja niebawem. ;)
Natka!

Ukochane Piwonie zerwane dziś rano

wtorek, 24 kwietnia 2012

Wedding time!


Za mną bardzo ciężki i pracowity weekend, znów zaczął się weselny sezon a co za tym idzie pracowite weekendy, nieprzespane noce, degustacje, dekoracje, suknie, sukieneczki ...butonierki itd. Całą zimę czekałam na ten czas. Organizowanie przyjęć, poczucie, że przyczyniasz się do tego iż ten jedyny dzień w życiu staje się jeszcze bardziej wyjątkowy i niezapomniany to naprawde cudowne uczucie... Dzisiejsi klienci są niesamowicie wymagający, poziom dzisiejszych wesel to ogromne przedsięwzięcie, przemyslane pod każdym względem. Nic tu nie dzieje się samo, każda minuta wesela jest skrzętnie przygotowana. Tym razem moja rola ograniczyła się do wykonania dekoracji kwiatowych oraz całkowitego nadzorowania kuchni. Było nerwowo ale wszystko jak zwykle dobrze się skończyło a nawet w między czasie udało mi się skorzystać z pięknej pogody i pobyć z najbliższymi. W tym też czasie po raz pierwszy moja mała córeczka spała poza domem tzn u dziadków. Zarówno ona jak i rodzice byli bardzo dzielni! Poniżej przedstawiam Wam nasze dekoracje ;)







niedziela, 15 kwietnia 2012

Pomarańczowy schab

                                                     

Długo szukałam dobrej okazji na ten przepis. W końcu przyszły Święta i rodzinne obiady a przecież to najepszy sposób na wyjątkowe potrawy. Przedstawiam Wam mój przepis na pyszną pieczeń schabową w pomarańczowo- cebulowym, słodkim sosie. Do wykonania tej wykwintnej potrawy potrzebujemy:

- 1kg schabu bez kości (plus woreczek do pieczenia)
- łyżka oliwy
- 2 łyzki wody
- 2 słodkie pomarańcze
- 2 małe czerwone cebulki
- łyżka masła
- świeży rozmaryn
- ząbek czosnku
- sól pieprz
- laska cynamonu

Przygotowanie:
Zaczynamy od natarcia schabu solą i pieprzem. Nacinamy po srodku kieszonkę i wkładamy do środka pomarańcze pokrojone w mniejsze kawałki. Proponuję wyciąć wszystkie białe skórki gdyż są gorzkie. Nafaszerownay schab wkładamy do woreczka, dodajemy łyżkę oliwy  i wodę. Dzięki temu nasze mięso będzie miękkie i bardzo soczyste. Dodajemy kilka gałązek rozmarynu, może być tymianek i ząbek czosnku. Zamykamy szczelnie woreczek i odkładamy na 2 godziny aby schab przeszedł wsyztskimi zapachami.  W tym  czasie, w małym rondelku roztapiamy masło, dodajemy cebulkę i czekamy aż się zeszkli. Dodajemy pokrojone pomarańcze, czekamy aż się zredukuje. Po tym czasie dodajemy pokrojone pomarańcze i laskę cynamonu. Na wolnym ogniu podgotowujemy wszystko. Wyjmujemy cynamon i miksujemy, w razie gdy zostaną włókna pomarańczy możemy przecedzić przez siteczko. Schab pieczemy w 200stopniach przez ok 60min. Przed końcem pieczenia możemy nakuć woreczek, skórka będzie bardziej chrupiąca. Proponuję podawać w podsmażonymi kopytkami lub grillowanymi ziemniaczkami. Mniam !



wtorek, 3 kwietnia 2012

sobota, 31 marca 2012

Wiosenny kem brokułowy z imbirem!


Jak już pisałam bardzo lubię zupy w postaci gęstych kremów. Są sycące i bardzo smaczne. Dzis pomysł na bardzo szybką zupkę w jakże wiosennym zielonym kolorze.

Potrzebujemy:
1 brokuł
1,5 szklanki bulionu warzywnego
sól, pieprz
świeży imbir (ok łyżeczki)
łyżka gęstej śmietany
garść pestek słonecznika

Przygotowanie niezywkle proste:
Gotujemy brokuł, rozdzielamy na różyczki i dodajemy do warzywnego bulionu. Miksujemy na gładki krem, dodajemy śmietanę, doprawiamy do smaku, na koniec ścieramy świeży imbir. Na suchej patelni podprażamy pestki słonecznika ( może być też dynia) i posypujemy zupę! Gotowe!

wtorek, 27 marca 2012

"Retro pasta"



Nie wiem dlaczego ale wszelkiego rodzaju pasty rybne kojarzą mi się z babcinymi czasami. Oczywiście nie oznacza to, że ich nie lubię. Wręcz przeciwnie! To ciekawy pomysł na rybę i dawkę dobrych kwasów Omega. Dziś przedstawiam Wam szybki pomysł na pastę z wędzonym pstrągiem.


Potrzebujemy:
1 wędzony pstrąg
50g serek kremowy typu Philadelphia
sok z połówki cytryny
łyżka chrzanu
łyżka oliwy
sól, pieprz do smaku
koperek do dekoracji


Przygotowanie:
Filetujemy pstrąga, usuwamy wszystkie ośći. Rozdrobnione kawałki ryby przekłądamy do miseczki, dodajemy 3 łyżki serka, łyżeczkę chrzanu. Najlepszy będzie ten świeżo starty, jeśli nie macie ten ze słoiczka też się nadaje. Wyciskamy sok z cytryny, wlewamy oliwę. Wszystko miksujemy blenderem na gładki krem. Doprawiamy do smaku. Całość posypujemy świeżym koperkiem.
Smacznego!


piątek, 23 marca 2012

W mieście tego nie uświadczysz...




Niedawno wspominałam Wam, że niedługo planujemy przeprowadzkę za miasto. Mały drewniany domek, świeże zioła tuż za oknem, piękny ogród. Moje marzenie o pokoju z którego bezpośrednio wychodzi się na ogród właśnie się spełnia. W naszym przypadku będzie to sypialnia więc kiedy tylko się obudzę gołą stopą mogę zaczerpnąć troche pozytywnej energii w postaci słoneczka i poczuć świeżą rosę. Ja chyba śnię !? Już nie mogę się doczekać...
Spokojne, ciche, sobotnie popołudnie i nagle dzwonek do drzwi. Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, sąsiadka przyniosła nam małe zawiniątko. W jednej chwili w domu rozległ się niesamowity zapach świeżego, domowego chleba. Był jeszcze gorący. Wspaniały. Nie czekaliśmy ani chwili dłużej.
To wspaniałe uczucie, dla nas było to coś dziwnego? Przecież to zupełnie obca osoba (pomyślałam ). Ona była taka naturalna, na wsi panują takie zwyczaje i nikogo to nie dziwi - powiedziała. W jednej chwili dotarło do mnie, że właśnie tego chciałam, że cieszę się, że Maja będzie dorastać w takim środowisku. Wracając do domowego chleba, robiłam go tylko raz ale troszkę usiadł. Macie może sprawdzone i proste przepisy na domowy chlebek. Tęsknie za tym zapachem i tą niesamowitą chrupiącą skórką... 



środa, 21 marca 2012

Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty....

"Białe wiatry już zawiały, wiosny, lata wszystkie znaki
Po niej tylko pozostały przymarznięte dwa leżaki
Stoję w oknie, wypatruję, nagle dzwonek u mych drzwi
Zima, zima wchodźże szybciej, ogrzej się na parę chwil

Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty"
                  
                                      Marek Grechuta

Nadchodzi właśnie moja ulubiona pora roku, kolorowa i pełna życia. Uwielbiam te malutkie pączuszki na drzewach, spacery bez czerownych i pociągających nosów i tony chusteczek, świeże kwiatki u babuszki pod blokiem.... Od dzisiaj koniec z zimowym przygnębieniem i zasiedzeniem w domu. Wychodzę z domu, do Was. Uśmiechnięta i zadowolona z życia !
Natka!

wtorek, 20 marca 2012

Krem z pieczarek z nutką grzybów leśnych



Lubię grzyby, kojarzą mi się ze Świętami Bożego Narodzenia, kiedy moja mama robi wspaniałą zupę z borowików z lanymi kluseczkami własnej roboty. Trochę z tęsknoty za tym klimatem a trochę z chęci spróbowania czegoś nowego znalazłam przepis na super zupę- krem. Wygrzebałam go na stronie "Kuchnia Agaty". Polecam tę stronę, czerpię z niej wiele inspiracji i zawsze pozytywnie mnie zaskakuje.

Potrzebujemy:
400g pieczarek
1 szklanka suszonych grzybów leśnych najlepiej borowików
2 marchewki
1 piertuszka (korzeń)
1/2 selera
2 ziemniaki
1 cebula
1/4 łyżeczki rozmarynu
gałka muszkatołowa do smaku
1 łyżka oleju
1 -1,5 l. bulionu ( może być kostka rosołowa)
sól, pieprz
śmietanka
Przygotowanie:
Warzywa (marchew, pietruszka, seler, ziemniaki) ugotuj do miękkości w bulionie. Na patelnie wlej łyżkę oleju, zeszklij cebulkę, dodaj pieczarki i rozmaryn. Kiedy zbrązowieją, przełóż je do bulionu, dorzuć grzybki suszone i gotuj ok.10min. Kiedy wszystkie warzywa będą miękkie, zmiksuj na głądki krem. Dopraw solą i pieprzem oraz świeżą gałką. Podawaj z łyżką gęstej śmietany. Dodam, iż zupa jest bardzo gęsta i pożywna, w zupełności może zastąpić drugie danie! I już! Gotowe! Prawda, że proste!?





poniedziałek, 19 marca 2012

niedziela, 18 marca 2012

"Boeuf strogonow"



Już dawno chodził za mną dobry węgierski gulasz. W końcu dziś nadszedł na niego czas! Niedziela to najlepszy czas na kuchennie eksperymenty. Obiad przygotowałam już z samego ranka, tak abyśmy później mogli wykorzystać piękną pogodę i wyjść na długi spacer, po którym taki obiad smakuje podwójnie dobrze.
Przedstawiam Wam dzisiaj gulasz, coś w rodzaju strogonowa, z tym że z mięsa wieprzowego, które szybciej się gotuje i według mnie jest smaczniejsze.

Potrzebujemy:
400g szynki wieprzowej
20dag pieczarek
1ząbek czosnku
papryka czerowna
średnia cebulka
2-3łyżki koncentratu pomidorowego
1 szklanka bulionu
2 łyżki oleju
sół, pieprz
przyprawa do gulaszu, papryka czerwona słodka
łyżka gęstej śmietany

Przygotowanie:
Na rozgrzany olej wsupujemy drobno pokrojoną cebulkę. Kiedy się lekko zrumieni dodajemy mięso pokrojone w kostkę (średniej wielkości). Podsmażamy aż mięsko ładnie się przyrumieni. Dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę, drobniutko pokrojony czosnek i plasterki pieczarek. Wszytsko dusimy ok 10 min. W tym czasie szklankę bulionu mieszamy z przecierem pomidorowym. Kiedy mięso i warzywa będą miekkie dolewamy przecier z bulionem. Gotujemy wszytsko na wolnym ogniu ok 10min. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Wedle uznania dodajemy przyprawę do gulaszu (dodałam Kotani) oraz paprykę słodką.  Ja dziś podałam mój gulasz z pampuchami drożdżowymi (kupiłam gotowe, polecam Virtu). Całość polewam łyżką gęstej śmietany. Pycha!

środa, 14 marca 2012

W poszukiwaniu ...

"Już nie ma dzikich plaż,
Na których zbierałam bursztyny,
Gdy z psem do ciebie szłam
A mewy ósemki kreśliły, kreśliły
Już nie ma dzikich plaż
I gwarnej kafejki przy molo
Nie jedna znikła twarz
I wielu przegrało swą młodość, swą młodość"

Mało jest takich chwil. Jesteśmy wolni, tylko ja i On. Słońce świeci na tyle mocno, że buzia się śmieje. Ciepła herbatka w termosie, i tylko my... tylko we dwoje. Mało jest takich chwil. Korzystałam z każdej sekundy, napełniałam akumulatory pozytywną energią i słońcem. To dziwne, tak rzadko jesteśmy w tak dogodnej sytuacji, mimo wszystko milczymy, zatracając się gdzieś w głąb własnych przemyśleń. Ciężkie nasze głowy.
Na plaży spotykamy poszukiwaczy morskich skarbów. Mamy okazję zobaczyć jak pracują, jak cierpliwie przeczesują centymetr po centymetrze pięknego Bałtyckiego wybrzeża. Cierpliwi zostaną nagrodzeni. Tak zarabiają na chleb. W skupie płacą 2zł za 1gram tego znaleziska! To bardzo mało w porównaniu do tego, ile płacimy za bursztynowe wyroby, bo o nich właśnie mowa.  Mają piękne kształty i odcienie. Od malutkich aż po kilku kilogramowe okazy. Cudownie odbijają promienie słonecznie w ten piękny poranek.

Dlaczego nie rozmawiamy? Myślałam. Dlaczego On nie wie, co chciałabym usłyszeć własnie teraz!? Może dlatego że jest mężczyzną. Dlaczego nie powie jakiegoś głupiego, banalnego tekściuku, na które my kobiety lecimy jak pszczoły do miodu. Moje myśli, jak wzburzone fale wciąż obijały się o drewnane pale. Mimo, że zabrakło wyznania w blasku słońca, na plaży w rytm szumu morza (chyba za dużo oglądam komedii romantycznych) to i tak myślę, że i ja odnalazłam tam swój skarb. Na nowo.  Częściej poproszę.






Jeden z najpiękniejszych widoków w Polsce. Otwarte morze. Łeba


piątek, 9 marca 2012

18tka !!

Na szczesie to tylko ( albo aż 18 miesięcy). wkrótce moja mała córeńka skończy 1,5 roczku. To wielkie wydarzenie, dla mnie chyba nawet większe niż roczek. Przez te 6 miesięcy stała się prawdziwym człowieczkiem, który ma swoje zdanie, upodobania i smaki. Jest wspaniała. Wciąż uśmiechnięta i szalona. Często zastanawiam się, jak w takim maluszku mogą znajdować się takie pokłady energii. Czy to normalne, że Maja wciąż się czymś interesuje, kiedy ja zbieram przedmioty, które właśnie wygrzebała z łazienki, ona już zagląda do lodówki, i tak w kółko. Coraz mniej śpi w ciągu dnia, potrafi przysnąć tylko na 30 min. Cały czas na pełnych obrotach. Brakuje czasu dla siebie. Marzę o chwili w której Maja pójdzie do siebie do pokoju weźmie kartkę, kredki i pochłonie się tworzeniem. Ma tyle zabawek, klocków, maskotek i innych dziwnych urządzeń wydających przedziwne dzwięki, że może w tym tkwi błąd- za dużo wszystkiego. Pomimo wszytsko jest wspaniała, daje mi wiele radości i satysfakcji. Z dnia na dzień jest mądrzejsza  i sprawniejsza. Narazie jeszcze nie mówi, chyba że uznać różne akcenty i długości słowa tata ;) Jakie są Wasze dzieci w tym wieku, jakie mają umiejętności??
Dobrego Piatku!

czwartek, 1 marca 2012

Coffe time!


Według mnie jednym z najlepszych sposobów na poprawę humoru jest kawa. Uwielbiam jej zapach, aromat no i oczywiście smak. Preferuje słodkie z dodatkiem wanilii lub cynamonu. W dni takie jak ten, kiedy spędzam godziny przed komputerem, tworząc nowe, ciekawe oferty przyjęć, które organizuje - taka kawa stawia na nogi, jej zapach długo unosi się w powietrzu. Z momentem jej zaparzenia, przez chwilę odpływam gdzieś w głąb swoich myśli, zatracam się w marzeniach, snuje plany...
Jako początkujący kawosz, nie dorobiłam się jeszcze profesjonalnego ekspresu. Kawa, którą widzicie na zdjęciu jest przygotowana absolutnie domowymi sposobami. Zaparzam dobre i mocne espresso. Do małego słoiczka wsypuję troche mleka, 2 łyżeczki brązowego cukru cynamonowego. Na spód filiżanki dodaje kostkę dobrej mlecznej czekolady. Zalewam kawą. Słoiczek zamykam i mocno potrząsam, następnie delikatnie wlewam spienione cynamonowe mleczko do kawy.... Mniam...


Wiosenna zaduma

Ostatnio zanurzam się w swoim nostalgicznym zadumaniu, wciąż rozmyślam nad sensem mojego istnienia, potrzeby dzielenia swojego życia z innymi. Zamknęłam się w sobie i nie wiem czy to związane jest jedynie z przesileniem wiosennym czy może ma jakiś głębszy sens. Wszystko ostatnio jest jakieś takie szare i ponure.  Bez powodu aby podnieść się z łóżka. Gdy  zamykam oczy widzę tylko roześmianą córeczkę, która potrafi cieszyć się ze wszystkiego. Brak mi tej dziecinnej, jakże cennej umiejętności. Czy rzeczywiście jest tak, że wciąż chce więcej, tak naprawdę nie wiedząc, czego chce w ogóle? Nic z tego nie rozumiem. Frustrujące jest to, że nigdy nie dostajesz, nie słyszysz od najbliższych tego, czego w danym momencie byś naprawdę chciała usłyszeć. Nie umiemy doceniać innych, a inni nie potrafią docenić nas. I koło się zamyka.  Jak gruba jest ta granica? Kto okaże się mądrzejszy?

wtorek, 28 lutego 2012

Wyzwanie

Tym razem nie będę Was przepraszać, że nie piszę. Nie mam czasu… Ups! Zapomniałam, że nie będę się też usprawiedliwiać. To dziwne, zdarzają się dni, że ciągle siedzę w domu, nigdzie nie wychodzę a i tak z wieloma rzeczami się nie wyrabiam. Sterta prania, nieodkurzony dywan… czy to w ogóle ma jakieś znaczenie? Kiedyś zupełnie nie miało, dziś jest powodem flustracji i niepotrzebnych nerwów. Przecież od zawsze wiadomo było, że nie nadaję się na perfekcyją Panią domu, więc jak poradzę sobie z nowym wyzwaniem?  Każdy z nas myśli o przyszłości, o takiej w małym drewnianym domku, na wsi... przy kominku. Kiedy w rodzinie pojawiają się dzieci, te plany stają się coraz bardziej realne. Niedługo przyjdzie nam zamienić wygodne życie w mieście, w małym przytulnym mieszkanku na ogromną połać przestrzeni. Tu gdzie żyjemy wciąż coś się dzieje a choćby ten tramwaj za oknem, wciąż jeździ… Są sklepy pod domem, jest gwar. Tam jest pięknie, jest zielono i tak przeraźliwie …cicho. Jest salon, o którym zawsze marzyłam, taki z wyjściem na ogród, w którym moja mała córeńka będzie biegać latem gołymi, małymi stópkami. Tuż pod oknem rosną pachnące zioła, jest tymianek, jest bazylia i świeża mięta. Są maliny, gruszki i jabłka, którymi faszeruję kaczkę. Jest jezioro, w którym latem po porannym joggingu można schłodzić stopy. To jest nasz nowy adres. Razem z domem dostaliśmy tysiąc dodatkowych obowiązków. To będzie niezły sprawdzian dla nas, naszego zaangażowania, determinacji i … naszej miłości. Lubię wyzwania. Kocham polską wieś.