Ostatnio zanurzam się w swoim nostalgicznym zadumaniu, wciąż rozmyślam nad sensem mojego istnienia, potrzeby dzielenia swojego życia z innymi. Zamknęłam się w sobie i nie wiem czy to związane jest jedynie z przesileniem wiosennym czy może ma jakiś głębszy sens. Wszystko ostatnio jest jakieś takie szare i ponure. Bez powodu aby podnieść się z łóżka. Gdy zamykam oczy widzę tylko roześmianą córeczkę, która potrafi cieszyć się ze wszystkiego. Brak mi tej dziecinnej, jakże cennej umiejętności. Czy rzeczywiście jest tak, że wciąż chce więcej, tak naprawdę nie wiedząc, czego chce w ogóle? Nic z tego nie rozumiem. Frustrujące jest to, że nigdy nie dostajesz, nie słyszysz od najbliższych tego, czego w danym momencie byś naprawdę chciała usłyszeć. Nie umiemy doceniać innych, a inni nie potrafią docenić nas. I koło się zamyka. Jak gruba jest ta granica? Kto okaże się mądrzejszy?