piątek, 9 września 2011

Mleko z kija...czyli czas na kinderparty! ;)

Zapomniałam dodać, że również tej jesieni odbędzie się największe wydarzenie rodzinne  w rok od urodzin Majutki ....Tak tak mój skarb konczy swój pierwszy rok życia i własnie z tej okazji chcielibyśmy przygotować dla niej wspaniałe przyjęcie urodzinowe. Niestety nie mam wprawy w przygotowywaniu takich imprez wiec zdaję się na Wasze pomysły i inspiracje dot. miejsca, menu oraz prezentów. Czy lepiej zrobić kinder bal z gromadką dzieci w domu i narazić sie na straty czy może zrobić je w miejscu do tego przeznaczonym, jakiejś bawialni z animatorem. Co najlepiej przygotować do jedzenia dla takich maluszków. Czy oprócz chrupek kukurydzianych, biszkoptów, mleka z kija cos jeszcze nada się na przekąskę?? Co z prezentem, lepiej ciuszki z których dziecko narazie nie ma pociechy, czy zabawkę? A może coś pamiątkowego i sentymentalnego co bedzie miała na kilka lat i bedzie wiedziała że to własnie dostała na roczek. Myślałam o wykonaniu wlasnoręcznego albumu ze zdjęciami, datami oraz własnymi zwierzeniami na temat mojej ogromnej miłości do solenizantki. A może wino które dojrzeje i bedzie akurat na 18 urodziny? A może coś ze złota?? Doradzcie!!
Już nie mogę sie doczekać tejże imprezy, napewno pojawi się tu wiele zdjęć z przygotowań jak i przebiegu ;)
Czy któras z Was może polecić bawialnię dla takich małych rocznych maluszków na terenie Trójmiasta??

A tymczasem czas zacząć weekend, podobno to ostatnie takie słoneczne dni więc korzystajmy!
Życzę udanej Soboty!

czwartek, 1 września 2011

end of summer...

To straszne, nie dość że nie było prawdziwego lata to jeszcze było jakieś takie hmm...krotkie? Przecież dopiero co kupiłam strój kapielowy! Ja chce chodzić na plażę! Ja chcę się kąpać w morzu! Chcę być opalona! To wszytstko napewno sie spełni, ale chyba za rok! Nie skorzystałam w tym roku z przywileju mieszkania praktycznie przy samej plaży, nie wylegiwałam się na słońcu, nie poczułam nawet zapachu olejku do opalania...
A zaraz trzeba wyciagać czapki, szaliki, kurtki.... Ja nie chcę! Obiecuje sobie, że nie poddam się tej szarej i mokrej jesieni. To nic, kiedy bedzie padać i wiać, ja i tak będę biegać i chodzić na spacery. A wiecie czemu? Bo przecież jest Ona, moja mala księżniczka, która uwielbia spacery, uwielbia nasze wyprawy na plac zabaw gdzie wszystkie dzieci śmieją się z niej, krzycząc - o! jaki mały śmieszny bobasek na hustawce! ( Jakby same były dorosłe! ;)
To przecież pierwsza jesień w życiu Majutki, będą kolorowe liście, będą ludziki z kasztanów, będą kolorowe bukiety z liści i jarzębiny... będzie fajnie!


 

środa, 31 sierpnia 2011

Wstyd!

Jest mi strasznie glupio, że tak długo nic nie pisałam, a im dłuzej tu nie byłam tym ciężej bylo mi się zabrać żeby napisać coś sensownego. Muszę sie troche usprawiedliwić, a raczej wszystko zrzucić na moje male bezbronne dzieciatko. Majutka jest juz tak absobrująca, że cięzko cokolwiek przy niej zrobić. Pewnego popołudnia w ferworze szaleństwa w salonie zerwała i pogryzła moją ladowarke do laptopa i tym samym odcięła kontakt ze światem. Na szczęście powracamy, ze zdwojoną siłą! 
 

piątek, 1 lipca 2011

Krok po kroku...

Przeszukując sieć w poszukiwaniu artykułu dot. nauki chodzenia dzieci natknęłam się na bardzo ciekawą wypowiedz znanego fizjoterapeuty Pawła Zawitkowskiego. Krótko i na temat. Dokładnie to czego szukałam. Kilka ostatnich tygodni jest wielkim przełomem w życiu Majeczki. W przeciągu tak krótkiego czasu zaczęła samodzielnie siadać, raczkować a ostatnimi dniami zaczyna stawiać pierwsze kroki przy meblach. Jako świadoma mama chcę być przygotowana na ten czas i wiedzieć jak można pomóc małemu człowieczkowi odkrywać świat na stojąco.

Pierwszy krok dla dziecka to niemal to samo co dla ludzkości słynny krok Armstronga na Księżycu. Nic dziwnego, że rodzice nie mogą się tej chwili doczekać. Ale nie warto jej przyspieszać.

Niektóre maluchy stawiają pierwsze kroki już około 10. miesiąca. Są też takie, które mają nieco inny stosunek do życia i zaczynają chodzić dopiero, kiedy mają półtora roku. Jedne i drugie mają do tego prawo. Rodzicom jednak często trudno przyjąć to do wiadomości. Gdy dziecko nie rwie się do chodzenia, zamartwiają się lub próbują przyspieszyć bieg wydarzeń. I wiele rzeczy robią niepotrzebnie. Zobacz, co możesz zrobić, żeby rzeczywiście pomóc maluchowi w nauce chodzenia. Krok po kroku

Krok pierwszy:

Nie poganiaj

Małe dziecko samo dąży do zdobywania nowych umiejętności. Gdy będzie gotowe, z pewnością stanie na nogi - nie ma więc potrzeby specjalnie go do tego zachęcać. Jeżeli maluch będzie uczyć się chodzić bez dodatkowej pomocy (odradzamy bezustanne prowadzenie pod pachy lub za rączki), może to potrwać nieco dłużej, ale za to nauka przyniesie lepsze rezultaty. Dziecko nauczy się lepiej koordynować pracę wszystkich części ciała i utrzymywać równowagę: począwszy od stóp, przez tułów i rączki, a skończywszy na głowie. Będzie prawidłowo przenosiło ciężar ciała z nóżki na nóżkę; nabierze wprawy w wyczuwaniu podłoża i ocenianiu odległości. Będzie doskonaliło reakcje obronne, które uchronią je przed konsekwencjami upadków.

Krok drugi:

Bądź oparciem

Wielu rodziców, gdy tylko dziecko zaczyna stawać na nogi, kupuje chodzik. Niepotrzebnie. To urządzenie wcale nie przyspiesza nauki chodzenia. Może natomiast skomplikować życie malucha w pozycji stojącej. Poruszając się w nim, dziecko zupełnie inaczej niż przy samodzielnym chodzeniu angażuje mięśnie i całe ciało. Inaczej ocenia odległość i zagrożenia, często je ignoruje i myli. Inaczej obciąża nóżki i miednicę (pupę).
To wszystko może w konsekwencji negatywnie wpłynąć na czucie swego ciała i ocenę jego położenia w przestrzeni. To z kolei może wpływać na bezpieczeństwo dziecka. Jeśli ma trudności z utrzymaniem równowagi, może zniechęcić się do samodzielnego stawiania pierwszych kroków. Dlatego jeśli już koniecznie chcesz zafundować maluchowi chodzik, wybierz taki, który początkujący piechur musi pchać przed sobą. Wymaga on od dziecka więcej pracy i umiejętności, a przy pierwszych, nieporadnych krokach daje mu oparcie. Warto jednak pamiętać, że najlepszym oparciem są dla malucha rodzice, a raczej... ich nogi.

Krok trzeci:

Przygotuj dom

Próbującemu stawiać pierwsze kroki maluchowi bardzo ułatwią życie stabilne meble i nieśliska podłoga.
Dlatego trzeba odpowiednio przygotować dom. Warto schować do piwnicy wszelkie chybotliwe taborety, chwiejące się stoliki, lekkie i łatwo wywracające się kwietniki. Pochowaj ciągnące się po podłodze kable, o które można się potknąć, i oklej ostre kanty mebli, o które można się boleśnie uderzyć. Połóż na śliskim parkiecie czy terakocie dywan lub wykładzinę. Dzięki nim dziecko się nie poślizgnie, a ewentualne upadki nie będą dla niego tak bolesne.

Krok czwarty:

Prowadzaj z umiarem

Gdy maluch nauczy się już stąpać przy meblach i czuje się już na nogach dość pewnie, wielką radość sprawia mu, gdy mama lub tata prowadzi go za rękę.Tę przyjemność warto jednak dziecku, przynajmniej na początku, dawkować. I absolutnie nie ciągnąć go za sobą lub do góry. Jeżeli malec słania się na nogach i potyka, można zrobić z nim w ten sposób najwyżej parę kroków.
Najlepiej stąpać przed maluchem i jeżeli już go podtrzymywać, to pod łokcie. Potem, gdy nabierze pewnej wprawy w chodzeniu, spacery można stopniowo wydłużać. Aż w końcu rodzicielska pomocna dłoń nie będzie już dziecku potrzebna.

Krok piąty:

Pozwól chodzić boso

Najlepiej, by maluch stawiał pierwsze kroki na bosaka. To mu ułatwi wyczucie podłoża i utrzymanie równowagi. Jeżeli jest zbyt zimno, na gołe stópki można założyć dziecku skarpetki z antypoślizgowymi spodami. Jeśli koniecznie chcesz założyć mu kapcie, wybierz takie, których prawie nie ma: przylegające dobrze do stóp, niekrępujące ich pracy, ze sprężystą podeszwą zginającą się tam, gdzie zwykle zgina się stopa (paluszki), miękkie, oddychające, na przykład skarpetko-kapcie z miękkimi skórzanymi spodami lub cienkie tenisówki. Pamiętaj, że im bardziej sztywny but, tym mniej i gorzej pracuje w nim stopa i tym bardziej zmienia ruchy całego ciała. Najczęściej w niepożądany sposób.

Krok szósty:

Nie zarażaj lękiem

Rodziców często przerażają upadki początkującego piechura. Ale martwią się niepotrzebnie. Kiedy maluch stawia pierwsze kroki, umie już jako tako utrzymać równowagę i potrafi chronić się przed przykrymi konsekwencjami wywrotek (nauczył się tego, samodzielnie siadając, wstając, raczkując). Więc nawet jeśli upada, to niegroźnie. Warto też pamiętać, że lęk bywa zaraźliwy. Jeśli wciąż będziesz drżeć na myśl o tym, że maluch się uderzy, i wpadać w panikę po każdym, nawet niegroźnym upadku, dziecko szybko to dostrzeże i zacznie się bać, a być może ograniczy próby wstawania i chodzenia. A przecież nie o to chodzi, prawda?

Skonsultuj się z lekarzem gdy dziecko:

- ma już rok i ani myśli zabierać się do wstawania;

- skończyło półtora roku i wciąż nie chce chodzić samodzielnie;

- w czasie chodzenia za każdym razem stawia jedną lub obie nóżki do środka (albo na zewnątrz);

- po pół roku od pierwszego samodzielnego kroku nadal często potyka się i upada.
 
 

sobota, 18 czerwca 2011

Lazania z cukinią i bakłażanem

Syte danie zapiekane w piekarniku z bogatą ofertą warzyw, mozzarellą i makaronem.

Składniki:
1kg bakłażanków
8 łyżek oliwy z oliwek
1 łyżka masła (najlepiej czosnkowo-ziołowego)
500g cukinii pokrojonej w plastry
sól i pieprz
250g h pomidorów
kulki ozzarelli
600g przetarych pomidorów
6 płatów makaronu lazanii (obgotowanych)
sos beszamelowy
60g świeżo startego parmezanu
1 łyżka suszonego oregano

Sposób przygotowania:
1. Bakłażany pokroić w cienkie plastry, obsypać solą i odstawić na 15-20min aż puszczą wodę. Następnie opłukać i osuszyć, dzięki temu bakłażan nie będzie gorzki.




2. Oliwę rozgrzać na patelni. Wrzucić połowę bakłażanów, obsmażyć z dwóch stron. Odsączyć. To samo robimy z drugą połową bakłażanów.

3. Masło czosnkowe rozgrzewamy na patelni i obsmażamy plastry cukinii na złoty kolor przez 5-6 min. Odsączyć.

4. Połowę bakłażana i cukinii ułożyć na dnie formy do zapiekanek. Solimy i pieprzymy do smaku. Nastepnie układamy połowę pokrojonej mozzarelli, na to wlewamy tarte pomidory i przykrywamy plastrami lazani. Czynność powtórzyć i zakończyć ponownie warstwą lazanii.


5. Na wierzch wlać sos beszamelowy, posypać parmezanem i oregano. Lzanię zapiekać w piekarniku nagrzanym do 220 stopni przez 35min. Po zrumienieniu wyjąć i podawać! Smacznego!
Podpowiedz: Przepis na prosty i szybki sos beszamelowy znajdziecie na stonie http://www.kotlet.tv/ !




niedziela, 12 czerwca 2011

Pracowicie...

Na początku tego roku Polskie stowarzyszenie Konsultantów Ślubnych wystosowało petycję do MSWiA o pozwolenie na organizację ślubów w plenerze. Jako że odpowiedz jest pozytywna coraz więcej par decyduję się na taką formę ceremonii. Muszę przyznać, że jest coś niezwykłego i magicznego w tego typu ceremoniach, szczególnie teraz kiedy mamy piękną pogodę a wszystkie kwiaty i drzewa nabrały koloru tak soczystej zieleni.  W ubiegły weekend miałam przyjemność organizować ceremonię zaślubin w plenerze.  Aby powiedzieć sobie „tak” Para Młoda wybrała  teren domu weselnego Villa Bezycer, który mieści się we wsi Gowidlino- 60km od Trójmiasta. Obiekt posiada pięknie zaaranżowany ogród oraz jako jeden z niewielu obiektów w kraju posiada własną kapliczkę.  Serce Kaszub, cisza, spokój i natura a ponadto położenie- dosłownie 100 metrów od jeziora. To  musiało się udać! Specjalnie na potrzeby ślubu, właścicielka  odświeżyła kapliczkę. Goście weselni byli zachwyceni, non stop pytając gdzie Młoda Para znalazła to miejsce. 
Ponad rok temu założyłam firmę, która zajmuje się kompleksową organizacją przyjęć okolicznościowych. Niestety ciąża sprawiła, że troszeczkę odsunęłam na bok jej rozwój. Aktualnie chcę wrócić do tego pomysłu. To absolutnie ciekawa i wciągająca praca jednak przygotowanie najważniejszego dnia w życiu to nie lada wyczyn. Wobec organizacyjnych zadań, wypowiedzenie sobie „tak” to pestka. Poniżej chciałabym przedstawić Wam wyniki mojej pracy. Dzisiaj tylko kilka propozycji z ceremonii na zewnątrz, w następnym poście zaprezentuję jak wyglądały dekoracje w sali gdzie odbyło się wesele.

              




Zapraszam Was do odwiedzenia mojej strony interetowe www.natevent.pl a gdybyście poszukiwali sali weselnej z możliwością organizacji ślubu w plenerze albo po prostu szukali magicznego miejsca na romantyczny weekend we dwoje czy rodzinne wakacje w sercu Kaszub zapraszam do Villi Bezycer - www.villabezycer.pl

czwartek, 9 czerwca 2011

Mamy ząbki !!!

I to od razu dwa! Kilka dni temu mojej córci wyrosły dwa ząbki - dolne jedynki. Już powoli się martwiłam, bo mała ma 8 miesięcy… ale w końcu są! Mam wrażenie, że od tego czasu bardzo się zmieniła, znowu nabrała apetytu, lepiej śpi. Przez ostatni tydzień zrobiła ogromne postępy- sama siada, próbuje już samodzielnie wstawać… To niesłychane, że w tak krótkim czasie wszystko się dzieje… Jeszcze kilka tygodni temu marudziłam, że chciałabym aby już raczkowała, chodziła… mówiła. Dziś marze tylko o tym aby jeszcze choć na chwile była małym bobaskiem, który leży ciągle w tym samym miejscu i nie rozwala swoich zabawek po całym mieszkaniu. To niebywałe ile taki mały człowieczek ma energii. Powiedzcie, jak Wy przetrwałyście czas wzmożonej aktywności swoich pociech no i poradźcie mi w co powinnam się zaopatrzyć żeby nauczyć Maję mycia ząbków? Jaką najlepiej szczoteczkę, jaka pasta?

Musze Was też przeprosić, że tak długo nic nie pisałam, miałam ostatnio bardzo dużo pracy. O jej wynikach napiszę już jutro! ;)

sobota, 28 maja 2011

Jestem mamą, jestem tatą...

Podobno każde z rodziców kocha swoje dziecko inaczej. Czy to oznacza bardziej lub mniej?
Dziecko potrzebuje miłości zarówno matki jak i ojca.  Jedno uczucie stanowi uzupełnienie drugiego. Każde z nich jest zupełnie inne i tworzy odmienne  relacje. Kształtuje osobowość małego człowieczka.  Kobieta czuje się matką długo zanim dziecko przyjdzie na świat. Nosząc je w swym łonie doświadcza czegoś magicznego, czuje jego obecność we własnym ciele poprzez ruchy, kopnięcia czy czkawkę. Tak rodzi się nierozerwalna więź. Mężczyzna reaguje zupełnie inaczej,  często jest zaskoczony i przerażony. Początki ojcostwa bywają trudne. Mężczyzna dopiero uczy się okazywać uczucia dziecku po jego przyjściu na świat. Coś w tym jest, że facet uwierzy dopiero jak zobaczy coś na własne oczy. Niestety wiele z nas wymaga na początku od naszych partnerów zbyt wiele, przytłaczając go obowiązkami.Niekiedy własnym zachowaniem opóźniamy w tacie czerpanie przyjemności z przebywania z dzieckiem bo to albo narzekamy, że krzywo zapiął pieluszkę, że źle ubrał maleństwo, że te zabawy są niebezpieczne… Spokojnie, pozwólmy naszym tatusiom na małe wpadki! Nic się nie stanie, zaufajcie im, pochwalcie! A zobaczycie, że częściej sięgną po zabawki i poszaleją ze swoją pociechą. Nikt przecież nie lubi być karcony, za dobre chęci. Przyznam się szczerze, że sama często mam z tym problem. Wydaje mi się, że to przecież takie oczywiste, że mój mąż powinien opiekować się, być na każde zawołanie i kochać Maję tak samo jak ja czyli  z całego serca. Bywa iż mam żal do niego o to jak mało czasu spędzają razem. A przecież on kocha ją na swój sposób! Jest bardziej wymagający niż ja, uczy ją radzenia sobie w ciężkich sytuacjach. Nie biegnie do niej od razu kiedy zapłacze i to nie dlatego, że jest nieczuły tylko chce aby wyrosła na odważną, samodzielną i zaradną dziewczynkę, a nie klasowego płaczka.  Kiedy jest w domu, Maja zachowuje się inaczej. Jest spokojniejsza i to nie dlatego, że boi się taty. Myślę, że po prostu czuje się bezpieczna.  Nasze uczucia do niej przeplatają się, uzupełniają i w pewien sposób „domykają”  naszą miłość. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że miłość matki jest bezwarunkowa a ojca – uwarunkowana od… Uważam, że dobrze jest kiedy jedno z rodziców wymaga więcej, stawia coraz to nowe cele a drugie dogląda domowego ogniska i dba o inne równie ważne wzorce i zasady tj. wzajemny szacunek i wspólne posiłki, gdzie wszyscy możemy porozmawiać, poradzić się. Bo grunt to rodzinka !

czwartek, 26 maja 2011

Dzień Mamy

To święto jest dziś dla mnie wyjątkowe, gdyż obchodzę je pierwszy raz w życiu! Bycie mamą to brzmi dumnie! Mimo wielu wyrzeczeń, stresów i nieprzespanych nocy to od dziś będzie to najpiękniejszy dzień w roku.
Wykorzystałyśmy dzisiaj piękną pogodę i wybrałyśmy sie na babski spacer po parku. Zobaczcie jaki piękny kwiatek dostałam od mojej córci, niestety do domu nie dotarł - został zjedzony przez Maję ;)Chciałabym złożyć życzenia wszystkim mamom a w szczególności mojej kochanej Mamie.
Dziekuję, że jesteś...

niedziela, 22 maja 2011

Ćwiczenia dla młodej mamy... czyli ciężki powrót do formy

Zawsze słyszałam od mamy: nie garb się, nie siedź tak krzywo. Zobaczysz będziesz miała problemy z kręgosłupem! Nie wiem dlaczego młody człowiek jest tak bardzo negatywnie nastawiony do wszelkich porad jakie dają mu dorośli. Już przed ciążą odczuwałam dolegliwości związane z kręgosłupem. Tłumaczyłam to sobie niewygodnym materacem, zbyt długim siedzeniem przed komputerem. Nie były one jednak tak silne jak pod koniec ciąży i po jej zakończeniu. Moja córcia waży 8kg. Codziennie po kilka razy podnoszę ją, przesuwam, podrzucam, trzymam do odbicia… Zdarza się też przecież, że trzeba przenieść, podnieść wózek, fotelik do tego jeszcze zakupy, torba z najpotrzebniejszymi akcesoriami… Obawiam się, że mój kręgosłup niedługo odmówi mi posłuszeństwa. Niestety ból jest coraz większy. Czy Wy też odczuwacie ból w dolnej części kręgosłupa, jak sobie z nim radzicie?  Zauważyłam też, że mimo tego iż do tej pory prowadziłam dość aktywny tryb życia, skończyłam Akademię Wychowania Fizycznego i Sportu gdzie na brak ruchu nie mogłam narzekać, to teraz czuję, że brak mi kondycji. Szybko się męczę. Przyszła wiosna, czas na zmiany! I zdecydowanie nie chodzi tu o wagę ale o kondycję.
Jeśli mogę Wam coś poradzić, to zachęcam Was na wszelkie zajęcia w wodzie! Świetnie sprawdza się aqua aerobic ale i zwykłe taplanie się w wodzie. Zaufajcie mi, to naprawdę pomaga! Poniżej przedstawiam zestaw kilku przydatnych ćwiczeń dla młodych mam.
1.       Połóż swoje maleństwo brzuszkiem na swojej klatce piersiowej. Dzieciaki bardzo lubią leżeć na brzuchu mamy, mogą wtedy słuchać naszego bicia serca, co przypomina im czas kiedy były w brzuszku. W tej samej pozycji, z dzieckiem na brzuchu, wykonuj skłony - leżąc z ugiętymi w kolanach nogami unoś głowę.
2.       Połóż na podłodze kocyk albo becik, tak aby dziecku było na nim wygodnie. Sama przyjmij pozycję jak do tradycyjnych pompek. Uwaga !!!! Twoja głowa ma być nad dzieckiem a ręce obok niego ;) no i zaczynamy... robimy tradycyjną pompkę i... całujemy nasze pociechy :) w brzuszki, rączki, nóżki - inwencja twórcza mam nie ma granic :) To rewelacyjne ćwiczenie i do tego super zabawa z dzieckiem.

Polecam również kilka stronek internetowych, gdzie znajdziecie wiele przydatnych porad, jak ćwiczyć, jak dobrać sobie dietę  i jak szybko i skutecznie wrócić do formy z przed ciąży.

1.       www.schudnijmy.pl

środa, 18 maja 2011

Nowy członek rodziny!

Podobno zwierzę w domu to tylko korzyść dla dziecka. Przez obcowanie ze zwierzakiem, dzieci doznają innej jakości zabawy. Uczą się ważnych prawd i zasad postępowania z kimś kto wymaga opieki, uwagi, miłości i troski. Dziecko wychowywane ze zwierzętami jest po prostu wrażliwsze. Psychologowie wypowiadają sie bardzo optymistycznie na ten temat, nie bez przyczyny przecież zwierzęta wykorzystuje się w terapiach z ich udziałem. Napewno dużą rolę odgrywają tu rodzice, którzy pokazują i uczą dobrego podejścia do nowego domownika. Sprzyja to rozwojowi społecznemu i emocjonalnemu dzieci.
Dowiadują się, że mają swoje potrzeby, które należy zaspokoić. Pomaga to wyzbywać się egoizmu wśród dzieci. Sprzyjają też poczuciu obowiązkowości, wrażliwości, empatii. Bliskość zwierząt działa kojąco i relaksująco.
To wystarczyło abyśmy sami zaczęli się zastanawiać nad posiadaniem jakiegoś pupila. Oboje z mężem je lubimy, dlatego chcielibyśmy aby Maja od namłodszych lat wychowywała się wsród zwierząt. Myśleliśmy jednak o czymś mniej "pracochłonnym" i napewno o czymś co ma mniej niż cztery łapki ;) Jednak los chciał inaczej i pod nasz dom trafiła mała kotka. Przyznam się szczerze, że nigdy nie miałam kota, zupełnie nie wiem jak się z nim obchodzić. Jest taki mały i delikatny. Maja jest bardzo szczęśliwa, pełza po całym domu za kotkiem a gdy on chlipie mleczko, mała szaleje ze szczęścia. To naprawde uroczy widok. Chciałabym się Was poradzić, jak się z nim obchodzić, co najlepiej dać mu jeść, jak nauczyć robić do kuwety? Czy któraś z Was ma może małego kotka i niemowlaka w domu? Juro idziemy do weterynarza zaszczepić malucha, to bardzo ważne przy dziecku. Jest u nas tak krótko nie zdąrzyliśmy nadać mu imienia. Może macie ciekawe pomysły? Dodam tylko, że jest to kotka.


wtorek, 17 maja 2011

Toskańska zupa cebulowa

Przepis ten jest w mojej rodzinie od bardzo dawna. Postanowiłam dziś przypomnieć sobie ten smak... słodka cebula, ciągnący się ser i chrupiące grzanki... Postanowiłam też zaskoczyć męża, ktory mówił że nigdy nie jadł tej zupy. Było to chyba miłe zaskoczenie ;)

Składniki
1 litr bulionu mięsnego
włoszczyzna
5 średnich cebul
2 łyżki oliwy
2-3 kromki czerstwego pieczywa lub gotowy groszek ptysiowy
5 łyżek startego sera ( użyłam Królewskiego)
sól, pieprz
2 ziarenka ziela angielskiego
2 listki laurowe

Przygotowanie:
Do garnka wlewamy bulion, dodajemy ziele angielskie i liście laurowe. Następnie dodajemy włoszczyznę. Nie musimy nazwet zbytnio jej kroić, po ugotowaniu nie bedzie już nam potrzebna. Na patelni wlewamy oliwę, dodajemy cebulkę. Czekamy aż lekko się zeszkli. Zdjemujemy z ognia.



Gotujemy wywar aż wszystkie warzywa zmiękną. W tym czasie możemy zetrzeć ser ( najlepiej na grubych oczkach) oraz zrobić grzanki. Pokroić w kostkę pieczywo i na 2-3 min do ciepłego piekarnka.
Kiedy warzywa są już miękkie, wyjmujemy je wszystkie i dodajemy zeszkloną cebulkę. Gotujemy jeszcze ok 5-7 minut. Zdejmujemy z ognia i czekamy aż przestygnie wtedy wszytsko miksujemy blenderem na jednolity krem. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem, ewentualnie możemy dodać łyżkę jogurtu naturalnego.
Do miseczek, na dno wsypujemy starty ser, zalewamy bardzo ciepłą zupą, tak aby ser się rozpuścił. Podajemy z grzankami.


poniedziałek, 16 maja 2011

Kącik kulturalny

http://www.merlin.pl/
Kochaj i myśl co chcesz. Polecam ksiązkę "Jak pozbyć sie Matthew?" Jane Fallon. Kazda z nas kobiet miała, ma lub mieć będzie dylemat: zakochać się w szefie, starszym o 15 lat sąsiedzie, przyjacielu ojca, czy nie? Stary to problem, jak świat długi i szeroki, ale gdy przeczytamy historię Helen, nasz własny pogląd może ulec zmianie.Cyt."Helen nigdy nie spodziewała się, że zostanie czyjąś kochanką."Kocha Matthew" i cierpliwie czeka, aż ten sie rozwiedzie, ale gdy niespodziewanie po latach staje w drzwiach z walizkami w rękach jej miłosc blednie. Okazuje sie bowiem, że nie sposób z nim wytrzymac. Podejmuje rozpaczliwą próbę pozbycia się go ze swojego życia.W ten spósob wikła się w misternie przez siebie skonstruowaną intrygę, której częścią jest żona Matthew i jego syn. Helen nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć. Cokolwiek by nie zrobiła, obraca się przeciwko niej. Romantyczna komedia z dużym naciskiem na komedia. Świetnie, lekko napisana. Mimo, iż temat i tytuł nie zachęca, ja szczerze polecam.

                                                   Z podziękowaniami dla mamy- Joli ;)

niedziela, 15 maja 2011

Placek po cygańsku

Od dawna miałam na niego ochotę, niestety nie mam odpowiedniego sprzętu aby tak  szybko i skutecznie zetrzeć ziemniaki ale … mama ma taki sprzęt! Tym sposobem wkręciłam się na pyszny placek po cygańsku z przepisu mojej mamy. Naprawdę polecam!
Składniki:
ok. 600g młodych ziemniaków
1 średnia cebulka
1 jajko
troszkę mąki
1 łyżka majeranku
sól, pieprz
ok. 500g chudej wołowiny pokrojonej w malutką kosteczkę
1 papryka czerwona
kilka pieczarek
puszka kukurydzy
sałata lodowa
czarne oliwki
feta
sos czosnkowy, ewentualnie łyżka jogurtu naturalnego
oliwa do smażenia

Przygotowanie
1.       Ziemniaki obieramy ze skórki, kroimy z drobną kostkę. Dodajemy cebulkę, przyprawy i trochę mąki oraz jedno jajko. Całość miksujemy na jednolitą masę a raczej papkę ;)
2.       Wołowinę gotujemy na małym ogniu przez ok. godzinę aż zmięknie ( wtedy dopiero doprawiamy do smaku) Dodajemy paprykę, majeranek możemy wrzucić pieczarki bądź inne suszone grzybki.
3.       Placki smażymy na rozgrzanej oliwie z obu stron aż placki ładnie się zrumienią
4.       Gotowe placki dekorujemy sałatą, dodajemy wołowinkę, kukurydzę, oliwki  i fetę. Całość polewamy sosem czosnkowym bądź jogurtem naturalnym.



           

sobota, 14 maja 2011

Ciasto gruszkowe

Tradycją w moim rodzinnym domu było, że kiedy zbliżał się weekend mama zawsze rozpieszczała nas i piekła jakieś słodkości. Tą samą (jakże fajną!) tradycję chciałabym przenieść do swojego domu... Jak miło usiąść w sobotnie popołudnie z mężem, napić się ciepłej herbaty i zjeść kawałek pysznego ciasta!? Tym razem proponuję Wam ciasto gruszkowe. To wilgotne ciasto sporządza się z najlepszego gatunku gruszek z dodatkiem cynamonu.

Składniki:
4 gruszki obrane ze skórki i bez gniazdek nasiennych
margaryna do natłuszczenia formy
2 łyżki wody
200g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
100g brązowego cukru
4 łyżki mleka
2 łyżki miodu i dodatkowo do pokropienia ciasta
2 łyżeczki cynamonu
2 białka

Przygotowanie:
1. Dno tortownicy (średnica 20cm.) natłuścić, brzegi wyłożyć papierem do pieczenia lub posypać całość bułką tartą.

2. Jedną gruszkę zmiksować z 2 łyżkami wody na puree i przełożyć do miski

3. Mąkę z proszkiem do pieczenia wsypać do miski, dodać mus gruszkowy , cukier, mleko, miód oraz cynamon i wszystko dokładnie wymieszać.

4. Dwie kolejne gruszki pokroić w kostkę i dodać do ciasta. Ostatnią gruszkę odłożyć na bok.



5. Białko ubić na sztywną pianę i wymieszać delikatnie z ciastem.

6. Ostatnią gruszkę pokroić wzdłuż na plasterki i ułożyć na dnie tortownicy



7. Ciasto przełożyć do formy i piec w nagrzanym piekarniku (150 stopni) przez 75-90 min.
    Po godzinie proponuję sprawidzić czy ciasto jest upieczone.
    W tym celu polecam nakłuć drewnianym patyczkiem. Po wyjęciu patyczek powinien być suchy.


8. Wyjąć z piekarnika i 10 min ostudzić. Po tym czasie wyłożyć na kratę kuchenną i pokropić miodem lub syropem klonowym i zostawić do ostygnięcia.

środa, 11 maja 2011

Mama, tata i ... seks

Kilka dni temu przeczytałam fantastyczny artykuł o tym samym tytule. Rozbawił mnie żart na temat kontaktów intymnych młodych rodziców. A Wy wiecie jak kochają się młodzi rodzice? „Prędzej czy później wszystkie, choćby najbardziej wyszukane formy przechodzą w jedną, nieodmienną pozycję: pozycję na myszkę. Polega ona na tym, że:  1. usypia się dziecko, 2. wybiera nieskrzypiącą i stabilną powierzchnię, 3. a potem co chwila mówi się: cśśśśś...”  To zabawne, najpierw kontakty intymne utrudniają rodzice a później dzieci.  Młodzi rodzice spotykają na swej drodze same przeciwności. Najpierw okres połogu, który trwa aż 6 tygodni, później najzwyczajniej w świecie nie mamy siły. Nocne wstawanie, ciągła presja psychiczna aż po kobiece psychiczne problemy na temat swojego wyglądu po porodzie. Ważne by w tym czasie partner często powtarzał nam, że mimo wszystko jesteśmy piękne i że wciąż nas pożąda. Niestety nie każda z nas się tak czuje… Aby wrócić do formy z przed ciąży potrzeba kilku a nawet kilkunastu miesięcy. Mężczyźni! Bądźcie wyrozumiali! Często słyszę od koleżanek, młodych mam, że nauczyły usypiać maleństwo w małżeńskim łożu, przyzwyczaiły się do spania ze swoją pociechą. Wszystko jest ok kiedy akceptują to dwie strony, ale kiedy słyszę młodą mamę która mówi, że nie może już sobie wyobrazić nie spać ze swoją 10miesięczną córeczką a mąż gnieździ się na kanapie w salonie to coś mi tu nie pasuje. Mam wrażenie, że zakrywając się dzieckiem odpychają tym samym kogoś równie ważnego. Nic nie może być przyjemniejsze jak obudzić się we własnym łóżku z ukochanym…  Moja Majutka ma dopiero 7 miesięcy, ale zastanawiam się jak to jest ze starszymi dziećmi. Zdarzyło się Wam, że dzieci nakryły Was w intymnej sytuacji? Jak zareagowaliście? ;)

wtorek, 10 maja 2011

Szybkie i smaczne tosty

Ile smakoszy tyle propozycji. Mowa o tostach. Słyszałam już o wielu przepisach i propozycjach podania. Można je jeść na słodko- z konfiturą, z białym twarogiem... Dziś naszła mnie ochota na szybkie grillowane tosty.

Potrzebujemy:
chleb tostowy
kilka plasterków wędzonej wędliny
1 duży pomidor
kilka czarnych oliwek pokrojonych w plasterki
1 kulka mozarelli
świeża bazylia
sól, pieprz
masło

Chleb smarujemy masłem (cieniutko) nakładamy wszytskie składniki i wkładamy na 5 min do grilla lub tostera. Gotowe! ;)

                                    

                                                  

poniedziałek, 9 maja 2011

Wolne przemyślenia...

Statystyki pokazują, że coraz więcej młodych dziewczyn zachodzi w ciąże. W niektórych przypadkach są to planowane dzieci (niestety tylko 10%) reszta to tzw. wpadki. Na szczęście wiekszość z nich decyduje się urodzić i wychować. Największą stratą dla młodej dziewczyny jest poczucie szybkiej utraty młodości i jej wszytskich przywilejów - piątkowe imprezy, alkohol.. Takie beztroskie czasy już zazwyczaj nie wracają.  
Jeszcze 3 lata temu byłam zupełnie inną osobą.  Śmiało mogłabym wpisać się w standardowy profil młodej dziewczyny - studentki. Beztroskie życie, z dnia na dzień.
Kiedy 2 lata temu na teście ciążowym zobaczyłam dwie kreseczki byłam przerażona, choć w głębi serca wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Muszę przyznać, że nie miałam problemów aby zmienić swoje życie. Nie brakowało mi imprez, nie tęskniłam za równieśnikami... Najważniejszy był mąż i ta mała fasolka. Dziś jestem mamą 7 miesięcznej córeczki, żoną i "panią domu". Kiedyś idąc na zakupy rozglądałam się za czymś, w czym mogłabym iść w piątek na dyskotekę. Dziś cieszą mnie bluzeczki, sukieneczki, grzechotki... Cieszą mnie gadżety do kuchni. Czerpię radość z nowej doniczki czy obrazku. Moje życie się przewartościowało. Z perspektywy czasu stwierdzam iż byłam egocentryczką. Myślałam tylko o sobie. Dziś wiem, że miłość matczyna jest czymś najważniejszym na świecie, czymś czego nie da się wyrazić słowami. Tą miłością próbuję zarazić innych, wydaje mi się że każdy powinien kochać swoje dziecko tak jak ja, robiąc tym samym innym krzywdę. Nie powinnam chyba im mówić jak mają wychowywać i kochać swoje własne dzieci. To sprawa indywidualna, ale zachęcam Was do poświęcania swoim najbliższym jak najwięcej czasu. Wyłączcie telewizory, komputery. Rozmawiajcie, dyskutujcie i wyciągajcie wnioski.
Dziecko zmienia nas na lepsze. Dzieki Mai wydoroślałam, lepiej organizuje swój czas. Świadomość, że ma się dla kogo żyć jest czymś najpiękniejszym na świecie. I mówie tu nie tylko o dziecku ale o mężu, o naszej małej trzyosobowej rodzince...
Jeśli któraś z Was zastanawia się czy da sobie radę, jak to się wszytsko ułoży... Uwieżcie mi, że wszytsko będzie dobrze, bo już zawsze będziecie miały przy sobie kogoś kto kocha Was bezgraniczną miłością.

czwartek, 5 maja 2011

Majeczka

Dawno nie pisałam nic o mojej małej córeczce i o jej postępach. Maja kilka dni temu skończyła 7 miesięcy. Stała się bardzo ruchliwa, nie można już na chwile spuścić jej z oka. Zaczęła pełzać po podłodze, szlifuje wszystkie zakamarki… no i te kabelki ;) Niestety Maja nie ma jeszcze ząbków. Jak to wygląda u Was? Ostatnimi czasy zauważyłam że jest bardziej drażliwa, mniej cierpliwa, ma mniejszy apetyt. Może to oznaka zbliżającego się ząbkowania. Z każdym dniem mała staje się coraz bardziej rozumna… i cwana zarazem. Potrafi już swoim zachowaniem wymusić pożądane przez nią nasze reakcje. I tak mała przyzwyczaiła się do nocnego kamienia. W nocy budzi się, co prawda tylko raz, no ale zawsze... Próbuję ją powoli oduczać tego, robię rzadsze mleko ale ona sprawia wrażenie naprawdę bardzo wygłodniałej. Szkoda mi jej. Radzicie poczekać jeszcze trochę czy już powoli ale systematycznie ograniczać mleczko w nocy? Nie ukrywam, że jest to uciążliwe i męczące. Czujemy się naprawdę zmęczeni, choć ostatnio mąż wyznał, że już tak się przyzwyczaił do nocnego wstawania, że nie wyobraża sobie jak to będzie móc przespać całą noc i obudzić się o 10! A co! Jak szaleć to szaleć! ;) Rozmarzyłam się… Kiedy Maja będzie na tyle duża żeby przespać całą noc, będzie też już na tyle sprawna że sama przyjdzie do nas do łóżka, żeby zrobić pobudkę rodzicom.
Opowiedzcie jak Wasze 7miesięczniaczki się rozwijają i czym je karmicie. Maja niestety nie jest chętna do próbowania nowości, woli dobrze znany smak ciepłego mleczka… Ale jest już na tyle duża, że chciałabym aby powolutku jadła wszystko, to co rodzice. A może macie sprawdzone metody na naszych małych niejadków? Kupujecie gotowe produkty w słoiczkach czy gotujecie same?
Mój mały niejadek ;)

środa, 4 maja 2011

Hiszpański omlet

Proponuję Wam szybki pomysł na ciekawe śniadanie czy przekąskę w ciągu dnia. Lubię przepisy, które można dowolnie modyfikować, dodawać produkty na które aktualnie mamy ochotę, a to jeden z nich. Mój omlet to propozycja zimnej przekąski w ciągu dnia.

Składniki:

4 jajka
1 pomidor pokrojony w kostkę
1cukinia pokrojona w kostkę
1 średnia cebulka drobno posiekana
3 ziemniaki ugotowane i pokrojone w kostkę
kilka plasterków szynki posiekanej w kostkę (polecam coś wędzonego)
ząbek czosnku
sól, pieprz
świeże zioła
masło do smażenia

 Przygotowanie:
Zaczynamy od podsmażenia na maśle ugotowanych ziemniaków, następnie dodajemy pomidora, cukinię i cebulkę i szynkę. Podsmażamy kilka minut. W misce ubijamy jajka, doprawiamy solą i pieprzem. Wsypujemy wszytskie posiekane świeże zioła (bazylia, oregano, tymianek lub pietruszkę). Warzywa zalewamy jajkami i podsmażamy całość, aż zetnie się spód. Całość przykrywamy przykrywką i podsmażamy jeszcze ok 2-3minuty na malutkim ogniu. Delikatnie zsuwamy omlet. I już, gotowe! Ole!